Czy kochać każdy zachód słońca to grzech naiwności? Czy być naiwnym w rozumieniu dzisiejszego świata to być skazanym na niepowodzenie? Czy nie chcieć jak najmniejszym wysiłkiem sił zdobyć jak najwięcej to ocierać się o granice naiwności lub i gorzej głupoty?

Czy nie chcieć kasy i sukcesu za wszelką cenę to wyzbyć się ludzkiego odruchu samozachowawczego? Czy uważać, że życie to coś więcej, a niżeli dom z ogródkiem, dzieci i praca to sprzeniewierzyć się ludzkiej chęci dobrostanu?

Jednocześnie zastanawiam się czy powinnam gardzić tymi, którzy tego właśnie w swoim życiu pragną i którzy tylko tego od życia chcą. Czy oni są gorsi bo nie rozumieją, że można chcieć czegoś więcej czy są gorsi, bo nie chcą wiedzieć. A może z tego właśnie powodu są ode mnie lepsi. Może to jest cel ludzkiej wędrówki: dom z ogródkiem. Zbudować dom, posadzić drzewo, spłodzić potomka.
Ale moje pragnienia biegną dalej. Inaczej. Dom jest miejscem, do którego się wraca, to rodzina, przy której mogę się poczuć sobą, zobaczyć swoje korzenie. Dom jest moim zwierciadłem, w którym mogę się przejrzeć i zobaczyć wszystkie swoje wady i zalety. Jednocześnie nie można cały czas się przeglądać. Trzeba od swego odbicia odpocząć, żeby się w nie nie zapatrzyć, żeby można było spojrzeć później w siebie i dowiedzieć się co się zrobiło źle a co dobrze.

Dom to miejsce dla każdego człowieka ważne. Stąd wyrastamy, to nas kształtuje. Ale ja już wyrosłam i niczym pył kwiatu niesiony przez wiatr poniosło mnie dalej. Z dala od rodzinnych stron. Nie jest to mój dom. Nie jest nim tez miejsce, z którego wyrosłam. Jestem banitą mieszkając w rodzinnym domu. Skazana na wygnanie, skazana na wygnanie moralne, skazana na wygnanie religijne. Wybór siebie był jednocześnie odrzuceniem korzeni. Wybór beznadziejny, wybór bez wyjścia. Wybór w którym nie ma kompromisu. Nie można jednocześnie stracić siebie i zachować siebie. Zaryzykowałam stratę, by zyskać wolność poglądów.

Wiem, że pisząc te słowa nie jestem wiarygodna. Nie wyglądam na tułacza duszy. Dlaczego to, co mnie ukształtowało wypiera się mnie.