Dwie starsze panie i ja

Czy nie myśleliście czasami nad tym dlaczego kobietom po 40 tak trudno znaleźć pracę? Ja myślałam, w szczególności wtedy kiedy uświadamiałam sobie, że i mnie to kiedyś czeka, że i ja kiedyś będę mieć 40 lat i więcej. Było mi tak żal, czułam współczucie. To przecież moje matki, siostry, ciotki… Źli, wstrętni mężczyźni na kierowniczych stanowiskach zwalniają je, tylko po to żeby na ich miejsce zatrudnić seksowne dwudziestolatki, co prawda z mniejszą wiedzą i mniejszym doświadczeniem, ale za to z jakimi ciałami. A te stare 40 można zwolnić, bo przecież już nie są ładne.

Tak myślałam, krytykowałam tych wstrętnych facetów, krytykowałam i byłam z siebie dumna. Walczyć o sprawiedliwość, o dobro ryczących czterdziestek, ot co! Do czasu. Skończyłam bowiem studia i… Z całą stanowczością i naiwnością ruszyłam na rynek pracy. Wyższe wykształcenie, angielski biegle, francuski podstawy, niemiecki podstawy. Ale to nie koniec. Dwa fakultety, mnóstwo praktyk i eventów. Działalności pozarządowa, publikacje, nagrody. Miałam o sobie wysokie mniemanie. Dodatkowo byłam żoną i matką, co o zgrozo, nadal jest kryterium w zależności od tego, co, kto chce pozytywnym lub negatywnym.
Aplikowałam, aplikowałam i aplikowałam. Umawiałam się na rozmowy, przygotowywałam się do nich i czekałam na telefony. Z wydumanych stanowisk, przeszłam na średni szczebel, żeby w końcu po pół roku bezskutecznych starań rozpocząć rekrutację na każde ogłoszenie, w którym była choć nadzieja pracy biurowej.
W końcu udało się. Boom. Interview za interview. Byłam w swoim żywiole. W końcu wymarzony telefon i zostałam przyjęta do pracy. Dział HR. Mam być odpowiedzialna za stworzenie polityki personalnej firmy. Małymi kroczkami do przodu. Najpierw jednak proszę się spakować i za tydzień będzie zaczynamy szklenie w 600 km od domu. Z ciężkim sercem zgodziłam się. Zostawiłam dziecko, męża i wyjechałam. Praca stała się najważniejsza.
Do czasu. Tęsknota wzięła górę. Poprosiłam o powrót. Przełożona się zgodziła. W dziale oprócz mnie od zamierzchłych czasów – być może już od czasu pierwszych Piastów – pracowały dwie Panie. Dwie starsze Panie i ja. Do zadań podeszłam ambitnie. Zadanie – realizacja. Bez pytań bez (nad)interpretacji. Za plecami słyszałam szelest plotek, ale nie zrażałam się. Jednak w końcu „góra” prała. Chciała zmian, starsze Panie – nie.
Zaczęła się wojna. Ja buforowałam ciosy. I było OK. Przyjęłam to z pokorom. Nic o pracy nie wiedziałam. Starsze Pani cały czas przewracały papiery i mówiły, że praca pali się w rękach. Wierzyłam. Już nie wierzę. Ich praca wygląda tak: przychodzimy i się witam pół godziny, potem radio oczywiście komercyjne, bo w pracy nie można słuchać nic ambitnego, bo przecież kto by tego słuchał, rano kawka, pół godziny po kafce i ploteczkach śniadanko, potem patrzymy się w okno, o 13.00 – lunch, a o 14.30 pakujemy się i czekamy na 15.00. „Każdy wie, co do niego należy i to robi” – twierdziły.
Przyszedł audyt i bach. Błędy, błędy, błędy. Pokora? Niiieeeee. Bo Panie Starsze wiedzą, że to nagonka na nie, że to chęć pozbycia się ich na rzecz młodej dupy (mnie!). To przecież jasne. Chciała się wykazać naszym kosztem, to trzeba ją sprowadzić na ziemie. Chciała zaistnieć i pokazała, że można robić więcej w krótszym czasie, to jej teraz pokażemy. „Bo ona nie zna kodeksu proszę władzy i literówki zrobiła proszę władzy i jeszcze pyskuje proszę władzy.” Pokora: Wiem, że nie znam, wiem, że robię i w kaszę sobie dmuchać nie dam. Ale się nauczę mam przed sobą całe zawodowe życie. A one nigdy już nie pojmą, co to jest konstruktywna krytyka i nie pojmą, że motywacja pracowników i nie pojmą, co to jest szacunek dla człowieka.
Pracownik to człowiek i należy mu się szacunek, a Panie Starsze powinny sobie uzmysłowić, że nie ładnie jest za plecami innym szeptać. Panie Starsze to Panie Nieomylne, zawsze wszystko wiedzą. Wszędzie, zawsze i nigdy, nigdzie. Kluczowe słowa. Nadużywane we wszystkich konfiguracjach. Marudzenie niczym mantra. Wypierają dzięki nim to, co nie pasuje do ich schematu. Problem w tym, że schemat się zmienia i się zmienił. A to co kiedyś było nie koniecznie jest dobre teraz. Powiecie, że to żale. To są żale.
Nie umniejszam roli Pań Starszych i ich wiedzy i doświadczenia, ale proszę, żeby i one nie umniejszały pracy innych. Nie narzekam dla samego narzekania. Liczę, że może kiedyś jakaś Pani Starsza w innym biurze przeczyta to, co piszę i zastanowi się nad tym, co powie i co zrobi i może zacznie czytać i się doszkalać i pomyśli nie roszczeniowo, że się należy, ale pomyśli za co mogłaby coś dostać.