Niby feminizm – czyli jak być kobietą i nie zwariować

5.40 – budzik

6.30 – autobus
Czas między tymi dwoma godzinami to czas spędzony w łazience. Zęby- szczotkowanie, nitowanie, płukanie – nie koniecznie w tej kolejności. Mycie, prysznic, rysowanie. Rysuję twarz. Dorabiam uśmiech.

5 min na ubranie, 5 min na włosy, jeszcze dodatki – vintage oczywiście w tym sezonie i do wyjścia.

Nie, jeszcze nie do wyjścia.

Jeszcze do garderoby. Przygotować Małej rzecz do przedszkola: spodenki, skarpetki, majteczki, bluzeczka, bluzka, bluza, kurtka, czapka, itd.

O 8 jak będzie wychodzić może być różnie – może być cieplej lub chłodniej, no więc jeszcze opcja nr 2.

No i jeszcze lekarstwa, alergik ma ich trochę więcej niż inne dzieci. Na kaszel, na katar, na wszystko i wszystko w kolejności na stole.


Już 6.20.
Nie zdążę.
Biegiem.

6.30. Bus.

SMS do męża – kup: lista, zrób: lista. W domu będę o…

8 godzin pracy od 7.00.
Mogłabym być później, ale potem wychodzę później, i nie mam popołudnia w domu.
No więc na 7.00.
Odbić kartę, w windzie poprawić włosy.

I już u siebie i nie u siebie. Biuro urządzone przez poprzedniczki: wczesny gierek – tak lubią.
Kwiatków więcej na metr kwadratowy niż miejsca na dokumenty. Ale tak chciały. Starszych trzeba szanować – mam tak mawiała – więc szanuję. Włączyć kompa. Włączyć czajnik. Początek dnia bez kawy. Nie da rady. 10 min później zaczynam. Kawa, komp i ja.

O 10 śniadanie. Czasami o 12. Niezdrowo. Pierwszy posiłek jest najważniejszy. No więc jogurt + musli. Czasami kanapeczka. Czasami.

Szef zmienia zdanie, panie starsze plotkują, jedzą lub patrzą w okno. Czasami jedna z nich trochę popracuje czasami nie. Zależy. Każdy wie, co do niego należy i to robi, nic więcej, nic, bo jeszcze wejdzie w zakres obowiązków i co w tedy.

Ale ktoś musi. Musi: Ja.

15 gwizdek i już 10 min do autobusu – oddycham jesienią, czekając na przystanku.

Jadę.

25 min dla mnie. To czas na ploteczki. Plotkujemy. Ja i Ona.

Potem już na mnie czeka On. Podwozi mnie do domu, żebym mogła być w nim szybciej.

Jeszcze zakupy.

I już mogę przywitać się z Małą. Żal mi, że nie mogę z Małą spędzać więcej czasu.

Przywitałam się i już obiad.

Wymyślić, przygotować, byle szybciej.

Jemy i można by było odpocząć. Mała i On odpoczywają, Ja sprzątam po obiedzie, potem pranie albo prasowanie albo coś innego, w domu cały czas jest co robić.

Kiedyś się zbuntowałam. Po tygodniu w domu śmierdziało i Mała nie miała w czym chodzić.

Kapitulowałam.


17.30 bawimy się. Czasem oglądamy TV, czasem. Mało ma z tego przyjemności. Nie lubię bajek.
18.00 czas na wieczorną toaletę.
Mała do wanny i pierzemy. Higiena jest ważna. Ważna. Zęby, włosy, paznokcie, uszy, jeszcze papa i już wychodzimy.

I jeszcze lekarstwa.

Do łóżeczka.

Mleczko na dobry sen i jeszcze cumelek. Już niedługo przyjdzie cumelkowa wróżka, ale jeszcze nie dziś.

Usypiam. Raz ja, raz On. Mamy grafik usypiania. Zasypiam na łóżeczku Małej. Ona jeszcze nie śpi.
Śpi. Wstaję.
Sprzątam po całym dniu. Zabawki, ubrania, talerze, włączyć pralkę, zmywarkę i w końcu mogę odpocząć.

O czytaniu nawet nie marzę. Zasnę w połowie pierwszej strony. TV. Nie ma nic. Są programy z poradami. Są. Po co mi one. Nic nie radzą.

22.00 pora na moją wieczorną toaletę. Zmyć twarz, zwalczyć bakterię, nałożyć krem.
Już mogłabym iść spać.
Jeszcze wszystko przygotuję na jutro i już idę.

23.00 śpię.
Jeżeli tak ma wyglądać moje życie kobiety wyzwolonej to ja dziękuję za nie i wybieram zniewolenie. Miałabym 8 godzin więcej na to, żeby zrobić to, co muszę i tak zrobić.

To nie marudzenie. Kocham swoje życie. Kocham swoją Małą i kocham Jego. Lubię swoją pracę i nawet panie starsze czasem lubię, ale za dużo tego. Bez 

Jestem filozofem, kocham myśleć i zabija mnie, że nie mam na to czasu. Zabija mnie bezmyślność. Bez-myśl-ność. Noszę się bez myśli. Wolałabym być głupią ignorantką, bo byłoby mi prościej, lżej. Ale wiem więcej i nosze swój ciężar, musząc oddawać się codziennemu życiu. Życiu bez myśli.