O czym nie można mowić o tym trzeba milczeć

O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć.
Wovon man nicht sprechen kann, darüber muß man schweigen.
Ludwig Wittgenstein

Ludwik Wittgenstein zawarł powyższą tezę z Traktacie filozoficzno-logicznym i przez wielu komentatorów uważana jest za tezę przewodnią tegoż traktatu.
Konice metafizyki, koniec wszelkiej filozofii.
Nie jestem znawcą Wittgensteina i mam nadzieję, że profesor, który wykładał metafizykę, teorię bytu i wpisał mi zaliczenie ze znajomości Traktatu filozoficzno-logicznego nigdy nie dotrze w meandry mego umysłu przelane na papier mego bloga. Przyglądam się jednak niepokojącemu zjawisku, zjawisku spłycenia myśli wielkich myślicieli.
Wittgenstein pisząc Traktat nie miał na myśli zwykłego człowieka, nie do zwykłego człowieka pisany jest Traktat. Nie miał na myśli nic przyziemnego, nic dla „zwykłych” śmiertelników. Pisząc Traktat Wittgenstein pisał o bycie, o teorii bytu, o filozofii najszerzej mówić. Zdanie to mówiło mniej więcej tyle: Przestańmy mówić o bycie, nie powinniśmy tego robić, ponieważ o bycie nie potrafimy powiedzieć nic. Milczmy więc.
Byt jest zagadnieniem – mówiąc prozaicznie – trudnym i nie wielu ludzi się nad nim zastanawia. Robiąc kawę, sprzątając nie myślę o tym czym jest byt. Szukam prawd codziennych i nie zastanawiam się, jak to wpływa na mój byt, i czy w ogóle wpływa. Po prostu jestem, czuję, że jestem. Może się mylę, może moje życie jest złudzeniem. Może, ale jest jakieś przeczucie, przeczucie własnego istnienia. I to wszystko. Nic więcej powiedzieć nie mogę, nie umiem, nie potrafię. Są ludzie, w świecie, którzy ani razu nie zastanowią się nad swoim bytem. Jego istnieniem, bądź nie istnieniem, nad jego naturę. Jednocześnie mają poczucie swego istnienia. Zapytani o istnienie z pewnością się zdziwią i powiedzą, że istnieją.
Skoro więc nic nie mogą na temat bytu powiedzieć ani ludzie, którzy po prostu są, nie zastanawiając się nad swoim byciem, ani też ludzie, którzy bytem zajmują się „zawodowo” nie mówmy więc o nim, milczmy.
W wielkim, olbrzymim uproszczeniu to tyle. W wywodzie można pójść dalej, jednakże nie jest to celem mego, subiektywnego wywodu.
Podsumowując zwracam się do zacnych koleżanek blogerek i kolegów blogerów, którym tak łatwo przychodzi wpisać ową piękną tezę: Wittgenstein nie miał na myśli, czy jakaś koleżanka kocha swego kolegę, ale jest to niepoprawne moralnie, bo on spotyka się z jej koleżanką i tragicznie opisuje to w swoim internetowym pamiętniku cytatem znalezionym w Wikipedii: O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć.