Wczoraj w ramach Life Festival odbyło się w OCK przedstawienie monodramu Osieckiej w wykonaniu pani Krystyny Jandy pt. „Biała bluzka”.
Byłam i powiem szczerze, że odbiór bardzo pozytywny. Nie był to zwykły monodram, a monodram połączony z grą bandu i z wizualizacjami. Całość bardzo prosto i harmonijnie zamykała całość. Największe wrażenie zrobiła na mnie aktorka. Widać na jej twarzy znak czasu, ale wytrzymać wokalnie 1,5 godzinne „szoł” i to w dodatku na 10 cm szpilce – klasa!
Co do samej sztuki. Dziwny przejaw cierpienia i samotności kobiety. Niedostosowania i braku zgodny na otaczającą ją rzeczywistość z historią w tle. Poruszyła mnie zaś ostatnia piosenka. Obrazy z XX wiecznej historii Polski. Prawie całe 100 lat walki o nie podległość. To porusza. Sztuka oddaje także hołd ludziom, którzy walczyli w rzeczywistości Polski ludowej. Oddaje im tak często szarganą godność.
„Biała bluzka” porusza na wielu płaszczyznach. Dotyka wielu wątków, tak jak wielu wątków dotyka ludzie życie. W końcu codziennie na naszych oczach dzieje się historia. I świetnie wpisuje się w life festival – festiwal dla pokoju.
PS
Dziwi mnie natomiast zachowanie ludzi na widowni. Czy to ja nie zrozumiałam chwili, czy inni nie wsłuchali się w tekst, ale wybijanie rytmu klaskaniem do utworów tragicznych, nawet tych granych na skoczna nutę, wydaje mi się być nie na miejscu. Być może publika nie dorosła?