Bez makijażu? Zrobiłam to!

Jeszcze nigdy tego nie zrobiłam. Czułam się nago. Wydawało mi się, że wszyscy na mnie patrzą. A jednak zrobiłam. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak było. Kiedy się na to odważyłam. Czuję się jednak z tym o dziwo… dobrze. Bez makijażu! Tak! 

Poszła do pracy bez makijażu. Po raz pierwszy od liceum wyszłam bez makijażu. Nie liczę tu wyjść na basen czy w wycieczek (choć i w tych przypadkach zawsze miała mini makijaż). Natomiast w oficjalnych sytuacjach zawsze miałam pełen make up. Dziś postanowiłam się odważyć.

Dlaczego to zrobiłam?

Przeczytałam gdzieś, że brak makijażu to jedna z największych traum kobiet naszych czasów. Nie potrafimy być naturalne. A przecież jestem matką. Mam córkę. I chcę, żeby ona akceptowała siebie taką jaką jest. Jest piękną młodą kobietą, którą uczę wartości i szacunku dla samej siebie. Jaki więc ja jej daje przykład? Dlaczego codziennie spędzam przed lustrem tyle czasu? Musiałam się przełamać.

Co daje mi makijaż

To moja maska. Dzięki niemu nie widać nieprzespanych nocy, zmartwień i upływu czasu. Zawsze mogę coś podkreślić i coś zamaskować. To nie możliwe bez niego. Kredka, maskara, szminka i oczywiście podkłak

Czy to już koniec?

Nie. Makijaż jest moją tajną bronią. Nie mam zamiaru z niego całkiem rezygnować. Jednak to mój odwyk. Na chwilę będę bez. Zobaczę jak będę się z tym czuć. Zostanę lub nie. Nie podjęłam jeszcze decyzji. Zmieniłam jednak punkt widzenia. Makijaż to nie żelazna maska, w którą zostałam zakuta stereotypami. To mój wybór. Żeby jednak mieć pewność, że to nie uzależnienie przez jakiś czas muszę z niego zrezygnować. Nauczyć się na nowo żyć bez.

Wnioski?

I.

Byłam zaskoczona. Nikt nie zwrócił na to uwagi. Nikt nie patrzył na mnie jak na straszydło lub po prostu inaczej. W trakcie dnia nie zwróciłam nawet uwagi na siebie ja sama. W lustrze nic się nie zmieniło. Zapomniałam w ferworze dnia o tym, że makijażu nie ma. I świat się nie rozpadł. Dalej byłam tą samą osobą.

II.

W torebce na wszelki wypadek miałam ze sobą cały zestaw do szybkiego makijażu. Nie użyłam go. Nie dlatego, że nie chciałam. Zapomniałam.

III.

Przerażenie, lęk, panika, jakie mnie ogarniały przed wyjściem z domu zaskoczył mnie. Nie wiem jak to się stało? Kiedy poranny makijaż stał się moim uzależnieniem? A jego brak spowodował skutki odstawienie.
Ten dzisiejszy eksperyment naprawdę wiele mnie kosztował. Dlaczego tak jest? Skąd bierze się to sztuczne przekonanie o konieczności upiększania siebie. Kult młodości jest aż tak silny?
A co z innymi dziedzinami życia? Np. wychowania, czy bycia panią domu. Może i tu jesteśmy pod pręgierzem stereotypów.