Podsumowanie maja

Chciałam zrobić podsumowanie maja. Jest już prawie połowa czerwca można więc odciąć krechą poprzedni miesiąc. Ale co uwzględnić? Co chcę pamiętać, a o czym wolałabym zapomnieć? Co ciekawego się zdarzyło?

Bolesne zderzenie

Ten maj przejdzie do historii pod hasłem bolesne zderzenie ze służbą zdrowia. Można napisać, że trzeba mieć zdrowie, żeby chorować, ale to każdy wie. Mi się niestety nie udało. Musiałam nawiązać kontakt. Córcia skręciła nogę, puchła i bolała. Trzeba było jechać na pogotowie. Po 5 godzinach, gdzieś około północy udało się wrócić do domu.
Nic takiego pomyślicie… Może. Problem z tym, że oprócz nas nie było tam prawie nikogo. Zero pacjentów (plus/minus jeden). Lekarz był, ale… jakoby go nie było.
Potem tylko 2 tygodnie nudy (ale o tym za chwilę) i zderzenie numer 2, czyli zdjęcie gipsu. To wyczyn. Najpierw rejestracja. Rejestracja online? Jest, ale założenie konta trzeba… potwierdzić osobiście. Numery telefonów do rejestracji też są. Po to są, żeby na nie nie dzwonić. Nie ma sensu. I tak nikt nie odbiera. Jak usłyszałam – po tygodniu dając za wygraną i idąc osobiście do przychodni – przecież każdy o tym wie.

Pierwsze zbiory

Żeby nie było tak pesymistycznie, maj to też okres naszych pierwszych zbiorów. Zebraliśmy żniwa naszego wiosennego siania. Rzodkiewka piękna i dorodna. A to zaledwie początek, bo na kolejce czeka marchew, pietruszka, kalarepka i pomidorki.
Na te ostatnie na samą myśl ślinka mi cieknie, bo w końcu czy jest coś przyjemniejszego, niż w ciepły letni dzień zerwać soczystego pomidorka z własnego krzaczka i orzeźwić się jego słodkim smakiem?

Miodzio

Tata – dumnie nazywany Panem Miodkiem – osłodził nam tygodnie zimnych, majowych ogrodników i mokrej Zośki prawdziwym rarytasem. Pierwszy miodkiem prosto z ula.
A miód to nie lada co! Zdrowy, w 100% ekologiczny – żadne tam cukry przerabiane przez pszczoły – i smaczny do potęgi N-tej. Kto nie próbował nie wie, co traci. Kto próbował, już zamówił. Takich rarytasów się w końcu nie pomija.

Nuda

No i w końcu czas na nudę. Nuda, nuda, nuda. Jak o niej pisać. O przyjemnych rzeczach pisał łatwo i przyjemnie, ale jak pisać o tym, że się nic nie robiło. Niestety gips zaskoczył mnie tak bardzo, że inwencja i kreatywność uleciały. Jak? Nie mam pojęcia. Skończył się na filmach, planszówkach i… Simsach (<<< idealna gra dla całej rodziny, albo mamy i córki, albo tylko mamy). A na wycieczki jeździłyśmy samochodem. Udało się nam poznać kilka nowych dróg w okolicy i poczynić plany na czerwiec. Nowe trasy, nowe wyzwania, nowe odkrycia… Ale o tym przeczytacie już niedługo w Bucket List – Czerwiec.
Skończyliśmy więc maj i dziarsko wkraczamy – już na wszystkich zdrowych nogach – w pierwszy wakacyjny miesiąc. Aż chce się zaśpiewać: Będzie, będzie się działo…