Całkowite zaćmienie – dziecięcy zachwyt

Zjawisko fizyczne. Przez wiele kultur (nawet obecnie) uważane za magiczne. Zaćmienie. Oto bóg za grzechy ludu swego karze. Surowo każe. Zabiera słońce. Mamy jednak XXI wiek. Kult myśli i nauki. Europa, sam jej środek. I oto nadchodzi zaćmienie. Słońca zaćmienie i całkowite zaćmienie umysłów. 

Zaćmienie – początek

Praca. Godzina 9.00. Poruszenie i ekstaza. Wszyscy w amoku krążą od okna do okna. Windą w górę, schodami w dół. Byle na południe wzrok skierować. Poruszenie wzrasta i narasta. Wszyscy chodzili z dziwnymi – jak na biurową rzeczywistość – przedmiotami. I każdy pyta każdego: Widziałeś? Oglądasz? Problem w tym, że wszystkie odpowiedzi (oprócz mojej) brzmiały: tak.

Inna ja!

Więc wszyscy oglądają? Więc wszyscy widzieli? Ale co? Gdzie? Jak? Ja wpatrzona w ekran komputera śledziłam statystyki. W końcu mam obowiązki. Więc skąd miałam wiedzieć! Szepty za mną mówiły: dziwak!
Oj, to nie wiesz, że dzisiaj jest zaćmienie słońca? – pytano. Wyraz moje twarzy jasno (jak na zaćmienie) wskazywał, że nie wiem. No trochę wiedziała, bo w radiu coś mówili, ale kto by się tym przejmował? To tylko słońce i księżyc w jednym. Nawet nie mam przez co oglądać. Linijka? Atrament? Aparat w komórce? Lusterko? Nic nie pomogło. Inni mieli maski spawalnicze i klisze, albo inne tego typu teges. A ja nic. Już rezygnowałam, gdy dzielna księgowa wymyśliła.

Dzieje się!

Dyskietka! – zakrzyknęła – Czy ma ktoś dyskietkę?
Co tam dane! Tu się na naszych oczach dzieją mistyczne gusła, prastary taniec słońca i księżyca, a oni o dane się martwią. Patrzymy więc przez dyskietkę.
Oj, przez dyskietkę patrzycie? – zmartwiła się księgowa – Ola wam pożyczy płuca! Na okresowych była i też już przez to patrzyli i mówiła, że gdyby ktoś chciał, to ona pożyczy. A w końcu najlepiej przez kliszę.
Dyskietki, zdjęcia rentgenowskie płuc (i Bóg jeden wie jeszcze czego), okulary, lustra, wszelkie przydymione płytki w te kilka chwil zyskały na znaczeniu. W żaden inny dzień nikt nie chciałby oglądać świata przez płuca Oli, a dziś były jak znalazł!

Zaćmienne zaćmienie

Na bok odeszły waśnie i spory, bo w końcu płuca jedne, a każdy chciał zobaczyć. Dzieliła się więc Ola ze wszystkimi, po równo. Ogarnęło nas na ten czas zaćmienie. Gdyby wszedł do biura egipski kapłan wieszczący koniec, nikt nie uznałby tego za coś dziwnego.
No co? Norma.
Zaćmienie, kapłan, koniec. Wszystko gra. Wszystko się zgadza!
50 dorosłych osób, 50 osób do-rosłych, a przez te kilka chwil znowu było bandą małych dzieci. Całkowicie zaćmiło naszą dorosłość dając nam na moment możliwość powrotu do dziecięcego zachwytu światem. W świecie, w którym nic nie dziwi i nic nie zachwyca w końcu nas coś ruszyło. Przykro mi tylko, że jedyne, co mi przyszło na myśl w tej doniosłej chwili to słowa piosenki:
Dane nam było słońca zaćmienie, kolejne będzie może za sto lat…
Czy jakoś tak.