Jak zaplanować wakacje marzeń – decyzja!

Zmęczona ciągłymi wyjazdami z biur podróży w tym roku po raz pierwszy postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę i zaplanować wakacje marzeń. Sama! Jak się do tego zabrać? Na początku trochę na wariackich papierach postanowiłam zaplanować cel. Reszta w końcu sama się ułoży. Jak to się wszystko zaczęło? Z doświadczenia!

Znasz to i Ty!

Tłum rozwrzeszczanych turystów i jedna rezydentka wrzucona na głęboką wodę. Niczym płotka wprost z paszczę rekina. Nie wie, nie zna się, co najwyżej sprawdzi to i da znać. Zasadniczo jednak przeszkadzasz jej w pracy więc zamilcz.
Trudno się jej dziwić, gdy dookoła niej piętrzą się problemy. Jak tą chordę wpakować do samolotu, w całości przepakować do autokaru i wysypać nad basenem ze szklaneczką w dłoni, jednocześnie modląc się do każdego boga świata, by nie zapłacili za wycieczkę fakultatywną. A jest to wyczyn!

Lotnisko

Tatusiowie, którzy tylko marzą, żeby ze szwagrem otworzyć pifko. Wykorzystują więc każdą okazję do tego, by sprawdzić po ile jest piwo na bezcłówce. Pewnie taniej niż w Lidlu w Płułtusku. Mamusie, które gonią za uciekającymi przed ich wrzaskiem dziećmi to już inna bajka. One krzyczą dla bezpieczeństwa. Boją się ich wszyscy oprócz dzieci. A dzieci jak to dzieci jest lotnisko jest zabawa. One akurat w tym wszystkim robią tylko zwykły, dziecięcy tłum

Autokar

Dlatego po godzinie lub czasami dwóch czekania na lotnisku na tych co się spóźnili, zapomnieli lub się zgubili wsiadasz w autokar, gdzie miła pani, miłym głosem wyrzuca z siebie z szybkością karabinu maszynowego najważniejsze informacje. Zaczyna i kończy zawsze na sklepach w pobliżu i godzinach ich otwarcia. Gdy trafisz na święto lokalne podczas swojego pobytu, pani powtórzy to jeszcze kilka razy. Mimo tego, że zaraz przy wejściu oznaczą cię jak krowę Unia –  obrączką.

All inclusive

Jesteś zakładnikiem bufetu. Wstajesz, bo dają jeść. Nad basenem od rana pijesz, bo możesz. Potem jesz i pijesz i znowu basen i jesz i pijesz. Gdy wychodzisz z resortu (nie niesprawiedliwości ani finansów) to tylko po to, żeby poznać lokalną kulturę. Możesz coś zjeść i napić się miejscowego! Potem wracasz na kolację i do nocy możesz spokojnie siedzieć. Albo do zamknięcia baru hotelowego.

Wycieczki fakultatywne

Strata pieniędzy. Jadą na nią tylko ci co ich stać i chcą mieć ładne zdjęcia. Czym bliższa wycieczka tym więcej ludzi. Zasada jest prosta –  im mniej straconych posiłków tym lepiej. Nie ma zresztą co się łudzić nic nowego się nie zobaczy, szkoda więc wydawać hajsy.
Ale że czasami się wydaje, że trzeba coś zobaczyć jedziesz wycieczkę. Wstajesz rano i w drogę. Wsiadasz wysiadasz. Na prawo to, na lewo tamto. Punkt widokowy i pamiątki. Restauracja tylko ta, reszta kłamie. I do tego wszystkiego syndrom Polaka, który wie lepiej. Jak to działa? Jeżeli przewodnik mówi ci, że czegoś nie powinieneś robić. Polak wie lepiej! I właśnie to robi. W końcu wiadomo kogo zatrudniają te biura…

Decyzja…

Raz myślałam, ze to przypadek. Dwa, że mam pecha. Za trzecim podjęłam decyzję. Nigdy więcej nie pojadę z biurem podróży. Żadne all, hb, itd. Żadne przekonywania typu sami Niemcy w hotelu i odpocznie pani od zgiełku w sumer drem (tak mi pani przedstawiała hotel… Myślałam, że to jakaś arabska nazwa).
Zrobię to sama! Taka była myśl! A jak idea zakiełkowała nie było już odwrotu.
Od tego czasu testowałam inne formy wypoczynku. W końcu miała nadejść wiekopomna chwila. Wybrałam, zdecydowałam i jedziemy!
A już niedługo wszystko wam opowiem…