2,39 zł stresu

Codziennie robię rachunek sumienia moich wydatków. Nie ma zmiłuj się. Hajs się musi zgadzać. Dlatego zawsze czekam na paragon.
Nie inaczej było tym razem. Ale jednak z przytupem, bo…

Gdy po skasowaniu wody mineralnej (nota bene zdzierstwo okropne!) pani nie podała mi paragonu, grzecznie zapytałam czy może to zrobić.

Zaczęła burczeć od nosem i skierowała, że to nie mój jej się wydrukował.
To poprzedniego klienta, a zresztą i tak wszystko jest anulowane. I ewentualnie ona może oderwać mi moją cześć.
Skrzywiła się i kategorycznie poprosiłam o swój paragon, za swoje zakupy.
Oczywiście pani nada opanowała. Po czym zaczeła nabijać jeszcze raz na kasę wodę, stwierdzając, że ona da mi rachunek i zapłaci, że swoich.

Szlak mnie trafił. 

Szlak mnie trafił. Jak ze swoich?! Paragon mi się należy i nie chcę, żeby jeszcze raz kasowała, tylko dała mi mój paragon. Było za późno. Nabiła na kasę i zatwierdziła. Okey. Nie miałam czasu i ochoty na kłótnię. Odpuściłam.

Zabrałam rachunek i odchodzą rzuciłam, że rachunek to moje święte prawo. 
Nie wiem czy usłyszałam za plecami wiązankę czy była to tylko moja wyobraźnia.

Cały dzień męczyła mnie ta sytuacja. I dopiero pod koniec dnia olśniło mnie.

Eureka!

Ona nie okradała mnie tylko swojego szefa.
Dlaczego tak szybko postanowiła ze „swoich” skasować drugi raz wodę? Bo dając mi prawdziwy paragon dałaby mi dowód na oszustwo.
Jak? Otóż pani zamknęła paragon poprzedniego klienta dopiero, gdy ją poprosiłam o swój. Moja woda była na tym paragonie. Poprzedni klient kupił te rzeczy, ale o paragon się nie upomniał. Nie był więc on zamknięty, gdy pani wzięła za transakcję pieniądze. Po wyjściu klienta anulowana paragon, a co za tym idzie pieniądze wzięła dla siebie.
Gdyby zamknęła anulowaną transakcję przed mną wszystko było by okey. Nikt by tego nie widział. 

Wszystko poprawnie! 

Ale popełniła błąd. Prawdopodobnie chcąc i tę wodę anulować.

Oczywiście są remanenty, ale manko zawsze jest do podziału, a gdy są częste kradzieże dobry pracodawca zawsze może machnąć ręką na nieduże kwoty.
Nawet jeżeli pani działa przy cichym przyzwoleniu szefa ( np. omija tym samym podatki) to i tak popełniła oszustwo.

I co ja mam z tym zrobić?

Czuję moralniaka. Powinnam zgłosić taki fakt, nie jestem jednak w stanie nic udowodnić.
Przemilczając jednak to zdarzenie daję przyzwolenie na takie zachowanie…
Na pewno jednak już nigdy nic nie kupię w tym sklepie!