Chłopak z pędzlem i hejterzy

Jestem strasznie ckliwa. Może na
starość się taka robię. Albo to tylko chwilowe wahnięcia. Tak czy inaczej są
sytuacje, w których łzy same cisną mi się do oczu. I właśnie wczoraj miałam taki
moment sentymentu. Dlaczego? Ponieważ nie rozumiem hejtu. Tak tego
internetowego bluzgu, kiedy ktoś komuś pluje w twarz.

Otóż wszystko zaczęło się niewinnie,
od scrolowania feeda na Facebooku (dla wszystkich tych, którzy nie lubią lub
nie rozumieją tej dziwnej nowomowy wyjaśniam: wszystko zaczęło się od nudy). I
nagle zobaczyłam wpis znajomego, który udostępnił i wyśmiewa filmik jakiegoś
chłopaka.

Ciekawość wygrała.

Włączyłam i czekałam na petardę i
… f***k i nic! Jestem nie normalna? Otóż chłopiec robił sobie makijaż. Oprócz
tego, że szlak mnie trafiał na to jak mówił – maniera zaczynających youtuberów potrafi
mnie doprowadzić do szału. Nie czepiam się pojedynczych przypadków i nie mówię
tu o wszystkich, ale święty boże nie pomoże – wasza kreatywność jest jak asfalt
– nieciekawa i pełna dziur. Wracając jednak do Chłopaka z pędzlem!

Po co?

Po co do cholery robisz sobie
makijaż? Przystojny młody chłopak! Nic mu nie brakuje, po co więc mu tapeta na twarzy?
Uspokoiłam się jednak i stwierdziłam, że to objaw nastoletniego buntu i braku
akceptacji siebie – taki czas. Każdy z nas to jakoś przechodził. No więc jak ma
ochotę niech robi.
Pomijam fakt, że mój makijaż
nigdy nie jest tak zarąbisty. Pomyślałam więc, że chłopak ma talent i może
kiedyś być świetny robiąc profesjonalnie makeupy.
I właściwie tyle.

Pod filmem

No prawie tyle, bo oprócz tego, co
zobaczyłam na filmie, zobaczyłam całą resztę pod filmem. Zobaczyłam hejt
wymierzony w tego chłopaka jakiego się nie spodziewałam. Niewybredne i mocne.
Głupie i obrzydliwe. Wstyd!

Naiwność! Naiwność! Naiwność!!!

Tak jestem naiwna. Cały czas
wydaje mi się, że otaczam się ludźmi, którzy są z natury dobrzy. A tym czasem każdy
kto tylko mógł jechał po nim równo! Nie chce mi się przytaczać wszystkiego,
nawet jednego mi się nie chce… Bo zasada jest prosta – nie będę karmić trolla.
A trollami są wszyscy Ci hejterzy, którzy upatrują się w inności dewiacji.
Prawdziwi, bo tacy sami. Nic ich nie wyróżnia, dlatego tak prosto im negować
wszystko, co od ich wyobrażeń normalności odstaje.

A gdzie jest Billy Elliot?

Pamiętasz film o chłopaku, który
realizował swoje marzenia? Który cierpiał, ale i tak z uporem maniaka dążył do
bycia tym, kim chciał zostać. Film kończy się happy endem. Billi, dzięki woli walki,
staje się tym, kim chciał się stać. 
Niestety w większości marzenia kończą w
koszu, a oryginalność pod powłoką „normalności”. Zazdroszczę tym, którzy bez
mrugnięcia okiem potrafią bluzgać innych od tak. Zazdroszczę, bo muszą mieć niewyobrażalną
dla mnie wysoką samoocenę. I jednocześnie im współczuję, bo wiem, jak bardzo
jest on zawyżona.