Dlaczego lubię poniedziałki?

Są tacy, którzy mówią, że
poniedziałki są do przereklamowane. Co z tego, że pierwsze w tygodniu. Pierwszy
nie zawsze w końcu oznacza najlepszy. Taki dzień na dopingu. Niby miejsce na podium,
ale nikt by się nie obraził, gdy w końcu się przyznał, że dojechał na koksie i odpuścił.
Ze mną jest inaczej. Ja poniedziałki lubię. Czemu? Temu!

Po pierwsze

Ma świetną nazwę.  PO-NIE-DZIAŁEK. To skrót, który jasno mówi jak
masz się w tym dniu zachowywać.  POczekaj,
NIE szalej. NIE działaj. NIE DZIAŁEK, czyli nie działaj, nic nie rób. POwoli
zacznij nowy tydzień!

Po drugie

Jeszcze tylko cztery dni do
weekendu. J
Kiedyś tak myślałam. Wiecie piątek, piąteczek, piątunio. Idzie weekend, idzie
chill. Te sprawy: impreza, znajomi, grill. Teraz szczerze powiedziawszy
mój punkt widzenia zmienił się. Cały tydzień może być ciekawy o ile sami o to
zadbamy, a czekanie na weekend wydaje mi się bardzo naciągane.

Po trzecie

Lubię poniedziałki, bo „Nie lubię poniedziałków” to tytuł jednego z moich ulubionych filmów. Tak, jestem maniaczką starych filmów z czasów PRLu. Wtedy, w tych nieśmiesznych czasach, robiona zadziwiająco śmieszne filmy.

Po czwarte

Po weekendowy szaleństwie
lenistwa, w poniedziałek wprowadza na tory uporządkowanych dni. Nie zrozum mnie
źle. Odpoczynek jest ważny. Tak samo jak słodkie lenistwo. Ale jak bez dolin
nie ma gór, bez pracy, nie ma odpoczynku.

Po piąte

Lubię poniedziałki, bo najprościej
jest powiedzieć, że się czegoś nie lubi i po prostu ponarzekać. Nie lubię prostych
rozwiązań i nie lubię narzekać. Jeżeli poniedziałek jest do dupy – to tylko
twoja wina. A tym czasem wystarczy wziąć sprawy w swoje ręce i sprawić, że
ten dzień będzie wspaniały, albo przynajmniej tak samo beznadziejny jak
pozostałe sześć.