Od czasu do czasu mała Pyza Z. postanawia wyciągnąć mnie w sobotni poranek na jakieś wydarzenie. Przeważnie to ja jestem prowodyrem wypadów, jednak nie daleko pada jabłko od gruszki więc i mi się zdarza być wyciąganą. Tak było w ostatnią sobotę, kiedy to Z. postanowiła biegać!

Jest to o tyle zaskakujące, gdyż Z. nie lubi biegać. Co prawda biega wszędzie i cały czas, a energią zasiliłaby całą Silesię, ale gdy tylko słyszy, że powinna biegać od razu włącza się jej mentalna blokada. Skąd ten pomysł? Ano stado! Skoro inni biegną to ja też. 
Pojechaliśmy i ostatnie słowa przed jej biegiem wypowiedziane do taty jej koleżanki brzmiały: Byle by tylko się nie przewróciła i nie wybiła zębów. 
I okazało się, że jestem nie wierną matką, bo Z. umie biegać. Umie! I to jak. Wystrzeliła jak z torpedy. Od razu zajęła 3 miejsce, na wyższe nie mając szans z dużo starszymi dziewczynkami. Ale trzecie! To wystarczyło. Szok. Jak to? Kiedy? Skąd. 
Pierwsze okrążenie ukończyła na 3 miejscu, Drugie odpuściła. Truchtała patrząc, gdzie stoimy. Nie mogę jednak nie myśleć, że gdyby nie straciła zapału miałaby brąz. 
Brąz biegnąc pierwszy raz w życiu, od tak, dla zabawy. To co by było, gdyby postanowiła zostać profesjonalną biegaczką… 

Z medalami! Jesteś zwycięzcą.

Na koniec musi być zawsze to, co tygryski lubią najbardziej: malowanie twarzy! 🙂