Kuba – Jakub Błaszczykowski, Małgorzata Domagalik [RECENZJA]

Jednym z moich ulubiony form jest reportaż. Zaraz po nim są biografie. Gdy do tego wszystkiego dodam, że piłka nożna zawsze obecna w moim życiu była, rachunek jest prosty. Nie mogło u mnie zabraknąć książki o jednym z najlepszych polskich piłkarzy. Dlatego mając na tapecie Jakuba Błaszczykowskiego nie mogłam pominąć jego (auto)biografii.


Kuba wielkim piłkarzem jest

Polska piłka nie jest na najlepszym poziomi. Fakt, że wydała ostatnio na światło dzienne tylu dobrych i świetnych piłkarzy zaskakuje. Może to ta polska myśl szkoleniowa? Nie wiem, nie znam się. Nie zmienia to jednak faktu, że polskie boiska i mecze naszej rodzimej ekstraklasy omijałam szerokim łukiem, skupiając swoje zainteresowanie na lidze angielskiej – mojej ukochanej wersji footbolu. Nie miałam więc szerszego pojęcia o chłopakach z Dortmundu. A oni rośli w siłę krok po kroczku. I tak teraz mamy drużynę narodową na którą się patrzy (pomijam wódę, koks i dziwki) z podziwem,

Największą zagadką jest dla mnie Kuba Błaszczykowski. Chłopak, który robi z piłką co chce. I co najważniejsze wie, w co gra, jak wygląda boisko i po co jest reszta drużyny. Wszechstronny i utalentowany. Nie powiem więc nic więcej, oprócz tego, że uważam że to piłkarz jakiego polska
dawno nie miała,

I była Małgorzata Domagalik

Ten wątek jest dla mnie trudny, bo wyjdę na totalną ignorantkę, ale oprócz tego, że znam nazwisko tej pani oraz przed oczyma pojawia mi się jej napompowana botoksem twarz, nie jestem w stanie powiedzieć o niej nic. Pustka…

I właśnie ona postanowiła pisać o byłym już kapitanie polskiej drużyny narodowej. Fajnie, co nie? Dwa TAKIE pierwszoligowe nazwiska musi być super.

I nie jest super! 

Chciałabym powiedzieć coś dobrego o tej książce. Szczerze. Może to, że jest o Kubie i pokazuje go w całości to jest plus. Jedyny tej książki, z czego jest mi strasznie przykro, bo przebija się przez muliste dno ciekawa historia piłkarskiego Rockefellera. Od zera do milionera.

Same karne

Przeważa jednak dramat. Książka wydaje się być pisana na kolanie. Jeżeli redakcja była to strach się bać jak wyglądała ta biografia przed edycją. Nie będę się wymądrzać. Oto moje, subiektywne minusy tej biografii

pisana na kolanie – nie bardzo się ja czyta, styl jest ciężki i bardzo zagmatwany – a ciągle jest powrót do jednego wątku – pisanie o dramacie człowieka dla samej sensacji jest słabe
brak spójności i ciągłości – skakanie po tematach i poruszanie wątków całkowicie pobocznych
brak jednego wątku – od sasa do lasa – czasami się zastanawiałam czy już tego nie czytałam wcześniej
płycizny – uproszczenia i brak znajomości tematu piłkarskiego, wybielanie bohatera na siłę, z drugiej jednak strony pokazując go jak prostaka i boksera.

To może tylko tyle, ale aż tyle. Gdyby Kuba Błaszczykowski interesował mnie jako człowiek a nie tylko jak rewelacyjny piłkarz (o czym w tej książce się nie dowiemy ani słowa) ta książka pokazała go w świetle, które sprawia, że nie chciałabym go spotkać w ciemnej ulicy. Zawzięty prostak, porywczy łajdak, który nie wahałby się przyłożyć wszystkim, którzy stanęli mu na drodze. Bez szacunku dla myślących inaczej, opierający się na skrajnie prymitywnych wartościach. Oczywiście na pierwszym planie jest smutna historia dramatu rodziny Błaszczykowskich. To ona go kształtuje i sprawia, że jest jaki jest.

To nie jest historia jak z bajki. To jedna z tych smutnych opowieści, które przesycają ponurością. Jednak została ona tu zaprezentowana jako tania sensacja.

Jeżeli nie chcecie zmarnować kilku dni (nie da się tego czytać szybko ani na raz) nie sięgajcie to tę książkę. Jest po prostu słaba.

Liczę jednak, że kiedyś przeczytam historię Kuby Błaszczykowskiego, która zmierzy się z jego słabościami i wielkością w godny dla niego sposób

  • Przejrzałam tą książkę i odłożyłam..

  • Cenię szczere opinie

  • Będziemy mieć teraz zalew takich książek – zaczną wychodzić przed świętami. Jak już ktoś wpadnie na pomysł, żeby podarować bliskim książkę, to – jaką? Biografię oczywiście.

    Jeśli to wywiad, nie dziwię się, że się ją źle czyta. Wywiady bardzo trudno się redaguje. Trzeba dostosować słowo mówione do pisanego, to wymaga przynajmniej 3-4-krotnego gruntownego przeczytania całości. A podejrzewam, że książka miała być wydana na fali popularności (zanim zaczniemy przegrywać ;)) i nie było na to czasu.

    Redaktora bym się mimo wszystko nie czepiała. Pewnie zrobił, co mógł. Takie książki po prostu nie powinny powstawać…