Od kliku lat wraz z mężem, który mnie do tego namówił, kwestuję na naszym lokalnym cmentarzu w dniu wszystkich świętych na rzecz renowacji zabytkowych pomników. To dla mnie ważne wydarzenie, gdyż lubię dołożyć swoją małą cegiełkę do budowy lokalnej społeczności. Do naszej tradycji. Może to nie wiele. Godzina raz do roku, co to? Ale zawsze coś!

Nie inaczej i w tym roku byliśmy obecni. Na sam koniec, bo lepsze godziny – bardziej pokazowe – zawsze są obstawione przez ludzi lubiących się pokazać. O dziwo w tym roku przy innej bramie kwestował godzinę wcześniej od nas burmistrz naszego miasteczka. To dziwne, bo władza obstawiała właśnie te lepsze godziny.

Jest dobrze!

Miło jest poczuć, że nie jesteśmy intruzami. Że ludzie na naszym cmentarzu pamiętają o nas, o tej lokalnej inicjatywie i są szczodrzy. W ramach swoich możliwości i finansowych i poglądowych. Od lat nie usłyszałam złego słowa, a świadomość i chęć pomocy wzrasta.

Na prawdę, to cieszy! 

Nie jest jednak całkiem kolorowo. Do puszki wrzucają przede wszystkim starsi ludzie. Czym młodsi tym mniej skorzy do pomocy. Jakby to nie była ich sprawa. Może nie jest, w końcu po co nam kolejne pomniki. Lepiej budować lepsze jutro dla siebie i swoich dzieci!

Musi być smutny koniec

Kwesta się udała. Zebraliśmy rekordową kwotę, może uda się w tym roku więcej! Brawo. Jednak po skończonej kweście, wieczorem poszliśmy na groby jeszcze raz. Zatrzymaliśmy się przy grobie nieznanego żołnierza i przy pomniku żołnierzy sowieckich.

Prawdziwy polak

Wpatrywaliśmy się w tablicę pamiątkową myśląc o tym jak daleko od domu są, gdy za nami stanął „prawdziwy polak” (specjalnie piszę z małej litery i w cudzysłowie, bo to mały człowiek) w czapce z orłem i biało-czerwoną obwódką. Dość głośno powiedział zaczepnym tonem do towarzysza swego: „No, to już jasne czemu tych zniczy tu tyle, bo to nie same Sowiety, ale i mieszkańcy Miasteczka”.

Tak. To prawda. Nie same Sowiety, ale i mieszkańcy Miasteczka, którzy polegli wyzwalając Polskę Ludową, czego już nie doczytał, a gdyby doczytał, to czy to miałoby znaczenie? W końcu Polak nawet największa menda jest lepszy od jakiegoś tak Sowiety, prawda? A gdyby byli sami Sowiety, to co? Napluć? Nasikać? Czy co?

„Prawdziwy polak” utwierdził mnie w przekonaniu, że nawet takie malutkie działania jak nasze są ważne, by przetrwała wiedza o historii tego miasta, o tym ludziach, którzy o to miasto walczyli i tu są pochowali. Nie dlatego by budować martyrologiczne pomniki wielkiej Polski, ale by kreować kraj świadomy wiedzą o sobie samym.