Tony ciuchów, tony kosmetyków, miliony par butów i setki torebek. O dodatkach nie wspomnę. Jak z tym wszystkim żyć? Jak to wszystko poskładać, żeby miało ręce i nogi. Nie wiem, nie ogarniam.

W przedszkolu życie było prostsze. Były dresy do przedszkola lub getry. Ubranka kościółkowe i te na pole (jestem z Małopolski i na pole u nas oznacza na zewnątrz), czyli te do donoszenia. Wszystko było simply clever. A teraz?
A teraz nie wiem jak się w tym wszystkim połapać. W tych wszystkich stylach i stylizacjach. Nie umiem, nie potrafię i nie chcę. 
Czyste i niepotargane
Mama zawsze mówiła, że ubranie ma być czyste i niepotargane. Nigdy od niej nie usłyszałam, że ma być znanej marki lub o zgrozo coś jest nie modne. Bluza po kuzynie była tak samo modna jak nówka- nie-śmigana z Peweksu lub bazaru.
Dziś już nic tak nie wygląda…

Wszystko musi mieć metkę. Prawdziwą czy nie. Metka Cię sytuuje. Do tego niby-moda. Zmienia się z sezonu na sezon. Z minuty na minutę. I wymaga byśmy za nią podążali. Jak się w tym połapać? Czy styl boho jeszcze jest na topie czy już jest passe? Czy muszę mieć torebkę Korsa, żeby czuć się ważna?

Mówię STOP

Mówię temu stop, nie dlatego, że nie lubię mody. Kocham modę jako sztukę, sztukę użytkową. Modę, która inspiruje i powoduje, że zrywasz ze schematami. Kocham modę jako sposób wyrażania siebie, swojej indywidualności. Ale do cholery, jaki to niby sposób wyrażania siebie, gdy wszyscy dookoła wyglądają tak samo i mówią mi, że to jest oryginalne? Jakim sposobem różowy bomber a la Muff kupiony w sieciówce może mi nadać wyjątkowości?

Nie jestem modna

Nie jestem modna, bo to jest głupie podążanie za tłumem! Nie chcę być modna. Kupuję ciuchy, gdy ich potrzebuję, lub gdy mnie urzekną. Nie dlatego, że zobaczyłam je na modelce czy blogerce.

Ubieram się lumpexach, bo tak podpowiada mi sumienie, ale o tym nie tu, nie dziś.

Nie jestem modna, bo nigdy nie widziałam oryginalnej indywidualistki ubranej zgodnie z blogowym look bookiem. I nie chodzi mi tu o tłumy flei, które uważają, że swój wewnętrzny luz mogą wyrazić w za krótkiej spódnicy czy brudnych spodniach.

To się czuje albo nie. A ja czuję, że mi to jest nie potrzebne, żeby wyrażać się poprzez ciuchy. Nie chcę pokazać jestem taka jak wy, nie chcę pokazać jestem inna. Wolę więc pozostać ubraniowo anonimowa.

Choć z pewnością lubię wyglądać dobrze, dobrze czuć się w tym, co mam na sobie nie jestem w stanie wyrazić siebie poprzez ubiór. To wymaga czasu i przygotowań, a ja zawsze uważałam, że jest dużo więcej ciekawych rzeczy na świecie niż siedzenie w szafie. Nie chcę też być jak całe rzesze „modnych” stylistek, które są po prostu nudne i nie pokazując nic, co choćby jest warte rzutu oka w ich kierunku.

  • Ja nie czuje takiej presji 😃 i moje życie wydaje się pod tym względem prawie tak samo proste jak w przedszkolu

    • Szczęściara! Ja jednak tę presję z każdej strony czuję. 🙂 Jak to robisz? Skąd ten luz Ewo?

  • Ha! Ale trafiłam 🙂 Ja z modą jestem totalnie na bakier. Ma być wygodnie i musi być praktycznie, bo w podróży nikt nie pyta o metki. Nawet lepiej nie wyglądać zbyt dobrze, bo zaraz ceny skaczą w górę i stajesz się łakomym kąskiem 🙂

    • Dokładnie! Luz i komfort, ale jak czasami patrzę również na blogi podróżnicze to się zastanawiam jak te kobiety z tymi bagażami podróżują? Ja przeważnie mam na sobie spodnie lub spodenki + plecak. I nie ma szans na lans! 🙂

  • Lubię dobrze wyglądać, ale z reguły nie kupuję nic drogiego chyba, że tak jak wspomnialas coś mnie urzeknie. Jako mama lubię mieć wygodny i ładny ciuch, coś w czym dobrze się czuję.

    • Właśnie dobrze wyglądać okey! Ale zmieniać co dwa miesiące styl to już przesada moim zdaniem! Cieszę się, że nie jestem sama! 🙂

  • Ja tak myślałam zawsze, że ważne żeby było wygodne, czysta i "moje". Teraz powoli zaczynam się łapać na tym, że brakuje mi takich standardowych ubrań typu mała czarna, biała koszula czy marynarka. Od nowa uzupełniam garderobe by było i po mojemy i to co każda kobieta jednak powinna mieć:)

    • Wiem o czym mówisz! To dziwne, że czasami kusi mnie coś w stylu którego nie lubię. I zastanawiam się potem czemu chciałam to coś kupić. I wychodzi na to, że jest to kwestia tego, że to gdzieś zobaczyłam i podświadomie uznałam za konieczne posiadanie tego, a klasyka typu biała koszula i mała czarna to u mnie podstawa. Na nich bazuję i dobieram resztę.