Małe życie – Hanya Yanagihara [recenzja]

Z perspektywy dzisiejszego dnia i przeczytania tej książki już wiem, że nie chciałam jej czytać. Nie chciałam poznać tej historii jak każdej innej opowiadającej o cierpieniu, okrucieństwie i złu. Byłabym o to spokojniejsza, mniej denerwowałby mnie świat i ludzie, którzy patrząc z perspektywy „normalności” nie muszą myśleć o takich sprawach, bo w końcu ich nie dotyczą. Ale czy mamy do tego prawo? Czy mamy prawo nie myśleć o ciemnej stronie świata tylko dlatego, że bezpośrednio nas nie dotyczy?

Wydaje ci się, że znasz przyjaźń? A ile byłbyś w stanie znieść dla swojego przyjaciela? Czy byłbyś w stanie nie pytać? Nie zadać pytań, na które druga strona nie zna odpowiedzi? Czy byłbyś w stanie nieść ciężar niewiedzy, która niszczy twojego przyjaciela? Czy zgoda na rób, co chcesz ma kres i ma sens?  

Odpowiedź brzmi: tak!

Małe życie odpowiada, że tak. A więzami większymi niż miłość może być tylko czysta przyjaźń. Przyjaźń mocniejsza od namiętności kochanków. Mocna esencja relacji. Pełna akceptacja i zrozumienia, nawet tak, gdzie nie powinno go być. Prawdziwa? Heroiczna? A może naiwnie głupia w ocenie?

Historia czterech przyjaciół

Historia czterech przyjaciół, którzy kończą studia i zaczynają prawdziwe życie w dużym mieście – Nowym Jorku. Nie znajdziemy tu jednak uroków Wielkiego Jabłka wprost z felietonów Carrie. Nie będzie też jego brudów, ciemnych zaułków. Miasto, po prostu miasto. Tło dla przyjaźni czterech młodych mężczyzn, których losy krzyżują się na całe życie, by być fundamentem wyborów i dorosłego życia. 

Zapewne tego, co chcę teraz powiedzieć nie zrozumiesz, jednak pewnego dnia zdasz sobie z tego sprawę, że sposobem na przyjaźń, jak uważam, jest znalezienie ludzi, którzy są lepsi niż ty sam. Nie mądrzejszych, nie fajniejszych, lecz bardziej szczodrych, hojniejszych oraz takich, którzy potrafią wybaczać. Gdy już ich znajdziesz, doceniaj ich za to czego mogą cię nauczyć i staraj się ich słuchać, kiedy będą mówić coś o tobie, nie ważne jak złe lub dobre by to było. Przede wszystkim jednak ufaj im, co okaże się być najtrudniejszą rzeczą, jednak najlepszą z możliwych.

To jednak nie koniec opowieści, a jej początek.  I choć znajdziemy wiele ciekawych historyjek z życia głównych bohaterów, zabawnych smutnych i do kości normalnych to jednak prawdziwy sens tej historii i jej epickość kryje się niżej. Światło-cienie przyjaźni, dorastania, miłości, zaufania pękają jak lód pod głupim, który wszedł na zamarzniętą rzekę. Pod pozorem zwyczajnej historii drzemie piekło jednego z bohaterów. 

Jude nie zwyczajny

To nie chłopak z sąsiedztwa. To dziecko skrzywdzone w każdy możliwy sposób, który zamiast zniknąć w odmętach ścieków współczesnego świata, płynie starając się utrzymać na powierzchni życia. Pod płaszczykiem dziecka szczęścia (zostanie adoptowany przez bogatego prawnika), przyjaźni (ma trójkę wiernych przyjaciół) i względnej normalności (o ile w czasach post… coś jeszcze jest normalne), kryje się koszula szyta na miarę bólu i cierpienia. Porzucenie, odcięcie od korzeni, pedofilia, sadyzm, przemoc, zboczenia oraz wszelkie możliwe dewiacje. 

Pot i łzy

Nie sposób o tym pisać bez ścisku żołądka, bez łez w oczach. Fikcja ociera się o rzeczywistość z siłą tarana forsującego fasadę obojętności, przyzwyczajeń i konwenansów. I nakazuje zadać sobie pytanie, co wiemy o naszych przyjaźniach? Co wiemy o bliskich nam ludziach? Czy pod pozorem miłych chwil nie kryje się czasem demon przeszłości, którego staramy się nie widzieć?