#polishgirl #polishwoman #polskadziewczyna

Jeżeli korzystasz z Instagramu, Twittera, a i coraz częściej z Facebooka to wiesz, że większość korzysta z małego # płotka połączonego z wyrazem, co nazywa się hashtag. Są różne i tak na prawdę to, co chcemy za ich pomocą powiedzieć ogranicza tylko wyobraźnia. Istnieją (jako filozofa gnębi mnie kwestia istnienia w sieci, ale to temat na inny wpis) też popularne hashtagi. Gdy je dodajemy dajemy innym możliwość znalezienia się poprzez nie. I określenia w jakiej to mniej więcej dziedzinie nasze zdjęcie jest.

Gdy więc dodajemy #dziecko raczej nie znajdziemy pon nim producenta młotów pneumatycznych, a gdy dodajemy #zima upalne wakacje nie pojawią się. Są jednak hashtagi, które nie mówią nic, a wrzuca się je, gdyż na całym świecie uznawane są za bardzo popularne, co sprawia, że szybko można osiągnąć fame. Można na przykład wrzucić na Instagram zdjęcie kanapek z Podwawelską i oznaczyć je hashtagiem: #yummy albo #pornfood. Sukces gwarantowany!
Można tak długo wymieniać. Mój wpis nie ma jednak nauczyć was jak prowadzić konto na Instagramie i jakich hashtagów tam używać, więc przejdę do sedna.
Co jednak się stanie, gdy zrobimy sobie selfie? Jakie hashtag powinnam dodać? Patrzę na swojego ryjka i widzę: #twarz #face #lips #usta #oczy no to wrzucam. Mam 30 płotków i tyle wykorzystać. Lecąc po kolei ważne aspekty mojej aparycji dochodzę do tego, że jestem kobietą. Ktoś może będzie chciał zobaczyć kobietę więc dorzucam #kobieta #woman. A jaka tam ze mnie kobieta?! Dziewczyna jestem, więc: #dziewczyna #polskadziewczyna (no bo Polka jestem) i jeszcze dorzucam to samo w ingliszu. I gotowe. Każdy może znaleźć moje zdjęcie.
W kolejnym kroku lajkuję zdjęcia innych z tymi samymi hashtagami. Niech wiedzą, że ich praca nie poszła na marne. Ładne zdjęcie, dobry hashtag to pewny lajk.
I szukam sobie, szukam i odkrywam hashtag #polishgirl (powiązane hashtagi mnie zaskakują: #dobrebopolskie #polskiedupeczki #polisgirl). Oprócz kobiet, o tym za chwilę, zaskakują mnie zdjęcia azjatyckich mężczyzn, butów z Chin. Popularny hashtag (ponad 26 mln razy ktoś się nim oznaczył!) więc i używany jest często – jak widać nie zawsze ze zrozumieniem.
Ale co z tymi kobietami, dziewczynami, dupeczkami? Od lat się powtarza, że to jeden z najlepszych towarów eksportowych naszego cudownego kraju. A wiadomo towar, żeby się sprzedał musi mieć odpowiednią oprawę i pokazywać to co najlepsze.
Znajdziemy więc panie w wieku od 13 do 63 lat. Wybór szeroki! Kolor włosów, oczu, wymiary? Jak kto woli. Małe, duże, wysokie, niskie. W ciąży, z dzieckiem i po menopauzie. W pracy, na imprezie, z szamą i z drinkiem. Singielki i mężatki. Z wyższym wykształceniem i z niższym. Wszystkie, wszystkie, wszystkie…
I co mnie tak dziwi? W końcu sama wrzucam przeróżne zdjęcia, selfie. I dodaję te hashtagi na potęgę. Więc gdzie jest problem?!
Niedawno kobiety w Polsce ruszyły na ulice (dosłownie i w przenośni), pokazać, że są. Że nikt nie może za nie podejmować decyzji, co do tego jak żyć. One są i mają prawo głosu. Każdego głosu, jaki on by nie był.
Jednocześnie bez mrugnięcia okiem pokazuje się Polski jako towar eksportowy, zaraz po polskim folklorze, sianie i jabłkach. Gorzej, to my same siebie tak pokazujemy. Nikt nas nie zmusza. Same dodajemy foty na Instagram, same je oznaczamy i się sobą chwalimy eksponując nie to, co w nas najlepsze, ale to, co się sprzedaje. Same nakładamy sobie na twarz metkę z ceną (cynicznie rzecz ujmując nie ma ludzi nieprzekupnych, wszystko jest tylko kwestią ceny) i czekamy aż ktoś nas kupi. Da lajk, zapłać na gift, oświadczy się, weźmie pod skrzydła. Może warto dodać hashtag: #kupujpolskie.
Może zarzucisz mi, że generalizuję. To prawda. Wśród tych wszystkich zdjęć są i takie, które przedstawiają piękno kobiet, ich siłę i cudowność. Bo takie są właśnie kobiety.
Co na koniec? Zastanawiam się czy mogę coś sensownego napisać, co sensownego mogę zrobić? W końcu moja wina w tym wszystkim też jest. Też wrzucam takie fotki, też dodają te hashtagi. Może powinnam przestać przestać? Mam jednak inny pomysł w ramach pokuty i rozgrzeszenia. To będzie moje noworoczne postanowienie: 365 woman photo challenge.