Gimba mówi jak jest, czyli takie 2 na 10

Czy zastanawiałaś się kiedyś nad Gimbą? Ja nie bardzo. Nade mną też nikt się nie zastanawiał. Nikt nie liczył się z moim zdaniem, Czasami tylko do komórki pod schodami przychodziła ciocia, żeby dać mi obiad. A tak mogłam spokojnie być sobie sama ze swoimi myślami. Nikt mnie nie słuchał, nikt mnie nie kochał. Aż pewnego razu przyleciała sowa… 

No dobrze to wcale nie ta opowieść. Nie mam na imię Harry i nawet zacną szlamą nie jestem. Zwykły mugol. Zresztą Harry nie chodził do gimbazium. Tfu, tfu! 
Jednak dobrze, że jeszcze czytasz, bo chciałabym ci powiedzieć, że z tą gimba to jedna jest coś nie tak. Serio! Zawsze wydawało mi się, że to raczej z nami jest coś nie tak. Nie rozumiemy ich, nie chcemy pojąć co w ich głowach siedzi. Z racji wieku wydaje się nam, że jesteśmy mądrzejsi i lepsi. Ostatnio jednak muszę przyznać, że silne oddziaływanie Gimby na mnie narasta. Niczym promieniowanie kosmiczne niezauważalnie przedostają się przez moje ciało, by siać wewnętrzne spustoszenie
Zacznę jednak od małego wytłumaczenie. Gimba to dla mnie nie tylko zacni, na wymarciu już zresztą, gimnazjaliści. Młodzież, nastolatkowie, młoda część naszego społeczeństwa. Milenersi jak chcą ich zwać podstarzałe typy chcące uporządkować świat dostosowując go do swoich skostniałych wyobrażeń. 
Gimbazja to całe pokolenie dzieci, które nijak przystają po mojego świata, świata kobiety po trzydziestce. Nie są tacy jak ja, choć popełniają te same błędy, które ja kiedyś popełniałam. I robią te same zajebiste rzeczy, tylko inaczej, które znowu i ja kiedyś robiłam (każdy miał motyw outsidera, każdy szukał swojego stylu, każdy grał w grę). Mają oni swoje przyzwyczajenia i swoje rytuały. Czytają swoje książki i słuchają swoich płyt. Okey! Co ich różni od nas? Mają chorobę zwaną łaj-faj. Są w kontakcie. Są w stałym kontakcie z pulsującą tkaną świata. 
Zauważyłam jednak, że ta gimba to coś więcej niż ja bym chciała widzieć. Oni są papierkiem lakmusowym wydarzeń i nastrojów społecznych. Górnolotnie powiało grozą, ale nie będę się silić na bezsensowne struganie intelektualisty, spokojnie. 
Po obserwacji trendów wśród młodych (wiekiem, nie duchem) spokojnie można wywnioskować, kto wygra w wyborach, kto będzie na topie popularności i jaki kolor będzie kolorem roku Panton. Serio. Dodatkowo wszystko to, co wydaje się nam cool (to słowo już nie jest cool) dla nich takie nie jest. Nie dla tego, że takie nie może być, tylko dlatego, że nie jest odpowiedni sposób podane, nie z ich świat i nie przystające do ich stylu i rytuałów. Skąd ta magia inności? Z wieku i świata, który ich otacza! 
Kiedy oni byli otwarci, społeczeństwa były skostniałe i homogeniczne (homofobiczne też). Gdy przyszedł czas społeczeństw otwartych (w jakiej mierze za ich przyczyną), oni wybrali już drugi biegun. Nie nadążysz.  Co się zmieniło do czasów dzieci kwiatów? Nic i wszystko! 
Nic? Dzieci są dziećmi, młodzież młodzieżą, a starzy nic z tego nie zrozumieją. To w większości dzieciaki Internetów. Zassani w kabel światłowodów jak w cycek mamy, chłoną z sieci to, co w niej jest. Trochę filtrują to przez swój stadny indywidualizm, ale na końcu zawsze to wychodzi skądś, z Demotów, z Wykopu. Wiadomo: w Polszcze.
Nie wierzysz mi? Zerknij na to, co dzieciaki (sorry dzieciaki to pieszczotliwe określenie, uwierzcie i na słowo!) publikują, gdzie są. 
Niepokój związany z uchodźcami, który prowadzi do umocnienia się skrajnych ruchów ksenofobicznych i nacjonalistycznych już kilka lat temu szerzył się wśród Gimby. Jasne, można powiedzieć, że Gimba dorosła i poszła głosować. Stąd to całe zamieszanie. Serio? Nie sądzę! To nie przypadek. Oni czytają między wierszami, a raczej między postami. Wyłapują niuanse i uczą się zachowań społecznych. Kiedyś byli by paziami czy pacholentami uczącymi się kunsztu rycerskiego czy dworskiego. Dziś uczą się sieci i jej zasad. Robią to w sposób organiczny, naturalny. 
Skąd więc takie poglądy? To nie przypadek! Ludzie w sieci czują się bezkarni i dużo szybciej mówili o niepoprawnych politycznie poglądach. Zanim TVN lub TVP coś pokażą, Gimba ma to już przeskrolowane. Analiza? Proszę was. Telewizja chciała być więc poszła po schematach i zamiast silić się na wyważone poglądy oparte na analizie, daje nam bełt informacji, które Gimby już znają. Ani to strawne, ani smaczne i na domiar złego lekko nadtrawione. 
Dlatego zamiast oglądać z babcią Wiadomości Gimba już wie. I wyraża to, co zna. Wyrażają to, co wyczytali w Internetach, Nie robią tego wprost. To jasne. Bo dzieciaki nigdy tego nie robiły. Dorośli, którzy są w stanie skupić się na obserwacji swoich dzieci potrafią jednak doskonale odczytywać ich fochy, podlizy, itp. Wystarczy więc dobrze wsłuchać się w tętniące serce Gimby (o ile ktoś wie, gdzie ono bije) i czekać, aż samo wybije rytm nadchodzących zmian.