Kobiece must have

Zdarzyło mi się ostatnio być kilka razy na wieczorach panieńskich. Co może i dziwne, bo raczej z panną nie mam nic wspólnego. I wiek się nie zgadza, i status na Facebooku też mówi co innego. Ale skoro zostałam zaproszona odmówić nie wypadało i z przyjemnością wybrałam się na tak zacną imprezę. 

O fenomenie babskich wieczorów jeszcze kiedyś napiszę osobny tekst. Dziś jednak chce się skupić na czymś innym.

Z czasów, w których ja wychodziłam za mąż, a było to hohoho lat temu, pamiętam, królową prezentów na Wieczór Panieński była bielizna na noc poślubną – biała oczywiście. Do tego jeszcze kilka dodatków do ślubu. Wiecie o co chodzi? Coś nowego, coś starego, coś niebieskiego, coś pożyczonego i coś kradzionego. O to dbały druhny i to na panieńskim się zawsze znajdowało. Do tego jakieś ciasteczka w kształcie słodkich penisików, Kamasutra w wersji książkowej i oto cały panieński.
Czasy się zmieniają i ludzie się zmieniają i prezenty na panieńskie też. Co prawda bielizna też się zdarza, ale częściej jako dodatek, niż jako główny prezent. Dziś podstawowym akcesorium prezentowym jest wibrator. Mały lub duży. Metalowy lub satynowy (nie wiedziałam, że coś może być tak miłego w dotyku). Pojedynczy lub podwójny. Różniące się celem przyjemności. Jest tego na rynku całkiem sporo. A gdy bardziej pogrzebać w sieci można się dowiedzieć, że są tak finezyjne, że nie wstydziłabym się go położyć jako element dekoracji na komodzie (i prawie jestem pewna, że nikt nie wiedziałby z czym ma do czynienia). 
Byłam na takich panieńskich, na których dziewczyny nie upiły się. Albo i w ogóle nie piły. Widziałam panieńskie, na których było tak nudno, że było mi żal panny młodej, że ma takie dupowate koleżanki. Widziałam panieńskie grup oazowych, które zakrawały o Sodomę i Gomorę. Trudno mnie więc zaskoczyć. co innego zaintrygować. 
Co jednak z tymi wibrującymi prezentami? Nie są one regułą, ale częstotliwość ich otrzymywania z dnia na dzień rośnie. Dlaczego? Czy to nowa moda? Gorszące, sztuczne penisy, by jeszcze bardziej zanurzyć niewinne duszeczki z złej kulturze upadku? Tak, to moda. Tak, to prezent z tych kontrowersyjnych, które kupuje się dla pisku. Kiedyś słomki z penisami, torty penisy czy striptizerzy. Dziś na topie są wibratory. 
Nie jestem pruderyjną osóbką, nie miałam jednak zielonego pojęcia o tym, że tak jak kiedyś wałek do ciasta, tak teraz plastikowego ptaka, każda kobieta w domu mieć powinna. Widać jednak mało wiem, bo gdy zaczęłam rozmawiać o tym z moimi znajomymi, okazało się, że istnieje całkiem spora grupa kobiet w moim otoczeniu, które erotyczny masażer posiadają nie tylko jako ozdobę nocnej szafki.
Zaskoczenie było tym większe, gdy okazywało się, że z akcesoriów korzystają i panny, i młode mężatki, i stare związkowe wygi. Dlaczego? Powody były różne. Panny można powiedzieć wiadomo. Idealny substytut, choć nie tylko. Mężatki na przykład, kiedy ich mężowie wyjeżdżają na długie delegacje lub kontrakty. Lub po prostu, gdy miały ochotę się odstresować, a mąż nie ma ochoty. Co ciekawe większość z nich nie cierpi na brak życia intymnego. Wręcz przeciwnie. 
Może więc w tym szaleństwie jest metoda? W końcu to mniej stresu, więcej przyjemności…