Wenecja – miasto złości

O tym mieście znajdziecie całe mnóstwo przewodników. Jak dojechać, dolecieć, gdzie zjeść, etc… Dziś więc mniej praktycznie o mieście, którego wyobrażenie całkowicie się nie sprawdziło. Ani trochę! Wszystko, co myślałam o tym mieście musiałam zamieść pod dywan i długo ugładzać, bo rozminęłam się o całe mile świetlne

 

Droga do Wenecji

Wenecja od samego początku nie stanowiła dla nas celu samego w sobie, Od miasto, które trzeba zobaczyć. Zabytek światowego dziedzictwa, miasto miłości i oczywiście skarbiec świata. A że dodatkowo mieliśmy ku temu poboczny cel (w Wenecji miałam pewną przesyłkę do odbioru) ruszyliśmy ku miastu dożów.
Zanim przejechaliśmy wszystkie Lida, parki, rzeczki i całą deltę rzeki Pad (tu się nie kłócę, może to być inna delta albo alfa, nie zmienia to faktu, że Pad w pobliżu Wenecji uchodzi do morza) podziwialiśmy krajobraz całkowicie mi nie znany. Płaskość terenu, mokradła, lasy chyba piniowe nie wyglądały jak Włochy, których spodziewałam się zobaczyć.
Do Wenecji jechaliśmy z Rimini – wypoczynkowego miasteczka – drogą SS309 – nie wyobrażałam sobie bowiem nie wpaść na chwilę do Ravenny – stolicy mozaik. Cały czas jechaliśmy więc blisko wybrzeża i  blisko parków krajobrazowych, czyli gdzieś gdzie diabeł mówi dobranoc.
W drogę powrotną ruszyliśmy autostradą A13 do Bolonii i z powrotem do Rimini E45. To zdecydowanie szybsza alternatywa poruszania się… Co by to była jednak za przygoda, gdyby człowiek wszystko z góry wiedział

Parking wart przepłaty

Wybierając się do Wenecji dowiedzieliśmy się, że nie opłaca się wjeżdżać za most i zostawiać samochodu na parkingu, bo kosztuje to 20 euro za dzień. Otóż nie zawsze się nie opłaca się!
Zostawiając auto przed wjazdem do Wenecji musisz zapłacić za parking 4,5 euro za dzień. Taniej! Ale… Za most trzeba dojechać. Bilet komunikacji miejskiej (ACTV) to 1,30 euro za osobę, dla nas to już koszt: 2,60 euro. Dalej taniej. To razy dwa, bo i z powrotem to kosz 5,20 euro. Gdy dodam do tego jeszcze jedną osobę, która z nami wracała, bo wychodzi 6,5 euro. Za nie przejeżdżanie do Wenecji zaoszczędziliśmy 9 euro. To całkiem sporo. Jeżeli jest was więcej warto jednak rozważyć zatrzymanie się na parkingu przy placu Piazzale Roma.

 

Autobusy jadące z Lido i Mestre zatrzymują się praktycznie zaraz za mostem przy Piazzale Roma. Tam trzeba się przesiąść na tramwaj wodny, taksówkę wodną lub pieszo (do placu św. Marka na nóżkach jest spory kawałek drogi) zacząć zwiedzanie Wenecji.

 

Tramwaj wodny

My wybraliśmy tramwaj wodny  tzw. vaporetto, by móc podziwiać Wenecję z Canale Grande. Było warto! Koszt to 7 euro od osoby (jest to bilet 60 min i tyle mniej więcej zajmuje podróż tramwajem wodnym na plac świętego Marka). Nie jest to tania zabawa. Jednak czy ktoś mówił, że Wenecja jest tania? Jeżeli tak to się mylił. Jest droga, ale nie droższa od innych turystycznych miast.

 

 

Bilety można kupić w automatach lub w kasie.
Na placu św. Marka są dwa przystanki. Warto warto przepłynąć jeden dalej, by wysiąć pod samą bazyliką. Efekt jest miażdżący.

 

Zwiedzanie

Tu zaczynają się schody, a raczej uliczki. Jest co zwiedzać w tym mieście. Najlepiej też dużo spacerować, poza głównymi turystycznymi altariami, wtedy miasto na wodzie staje się klimatyczne i magiczne. Cała reszta oblegana przez tłumy wycieczek już tak cudowna nie jest. Tu kręcą się kieszonkowcy i naciągacze. Chińskie pamiątki za bajońskie sumy i cały koloryt przemysłu turystycznego.

 

Jak już wspomniałam dla nas Wenecja miała inny cel. Czekaliśmy na odbiór… dziecka. Nasza kochana córeczka właśnie kończyła kolonię i mieliśmy odebrać ją w tym magicznym mieście. Nie łatwo się jednak znaleźć w kilku tysięcznym tłumie. Z włączona nawigacją i geolokalizacją pędziliśmy więc przez kręte weneckie uliczki, mosteczki i kładki na spotkanie z dzidzią. Gdyby nie to pewnie nie udałoby się nam zwiedzić takich uroczych weneckich zaułków. Zawsze szklanka jest więc do połowy pusta.
Gdy po trudach i znoju udało się nam odnaleźć, okazało się, że to nie koniec weneckiej przygody. Dowód osobisty dzidzi został z innymi w autokarze daleko, daleko poza granicami miasta… Nie było więc na co czekać. Mieliśmy 2h na dojazd w ustalone miejsce, potem autokar ruszał do Polski, a my bez dokumentów dziecka na nielegalu mogliśmy jedynie płakać… Co zrobić? Udać się w pogoń.
Tu chwyciły emocje i…

Klątwa zakochanych

To nasz domowy przesąd, który jednak się sprawdza. Wybierając się do Wenecji moja siostra dała mi ostrzeżenie. Tylko się nie pokłóćcie. Jak to działa nie wiadomo, ale to miasto działa na nas konfliktowo i rodzina upodobała je sobie jako idealne miejsce do małżeńskich konfliktów. O dziwo wystarczy wyjechać z Wenecji by wszystko wróciło do normy.
Masz ci los! Nas też to dotknęło! Pokłóciliśmy się. A jak! Wiadomo pytania: Czemu nie zabrałaś dowodu wcześniej? (to Mąż); Po co ci ta pizza? (to Ja); Chce lody! (to Dzidzia). Płaknęłam, pomstowałam, że wywiozę ich z tego podtopionego bagiennego skansenu i pierwszym samolotem wracam do Polski. I oczywiście przeszło mi gdy tylko opuściliśmy miasto zakochńców.

 

 

Fakty i mity

MIT! W Wenecji nie śmierdzi. My byliśmy w sierpniu i muszę przyznać, że jechałam z nastawieniem, że muszę przygotować się na nieładny zapach ścieków i ryb. Nic takiego nie miało miejsca.
 
FAKT! Wenecja jest bardzo droga pod każdym względem. Koszt godzinnego rejsu gondolą to 80 euro.
FAKT! To miasto każdy musi chociaż raz w życiu zobaczyć. Na pewno tam wrócę, bo nigdy nic piękniejszego nie widziałam

 

  • Na mnie Wenecja zrobiła ogromne wrażenie, byłam zachwycona i chętnie bym tam wróciła. Odwiedziłam te piękne miasto w czerwcu ubiegłego roku – zgadzam się z Tobą. Warto je zobaczyć chociaż raz w życiu!

    • Na pewno wrócę do Wenecji, ale tym razem obiecałam sobie zrobić to po sezonie. Żeby trochę na spokojnie zwiedzić i docenić to miasto w pełnej okazałości. 🙂