Beznadziejne książki, które odniosły sukces

Myślę, że to dopiero pierwsza część wpisu. A wszystko zaczęło się dosyć niewinnie od pytania koleżanki, czy warto czytać jakąś-tam książkę. Oczywiście – odparłam bez mrugnięcia okiem. W końcu każda książka wnosi coś do naszego życia. I chyba zawsze tak myślałam. Problem w tym, że w tym samym momencie złapałam się na tym, że to nie prawda! Są książki, które tylko zmarnowały mój czas. Dałam im szansę i się zawiodłam. Oto one!

 

Grey

Nie znam tytułu i nie chce mi się szukać. Zaczęłam czytać i jak szybko zaczęłam tak szybko skończyła. Doszłam do pierwszej sceny seksu licząc na to, że jak dialogi w filmach porno i ta fabuła do czegoś prowadzi. Topornie, ale jednak. Niestety prowadziła do… porno. Ta książka to zbiór pornograficznych scen okraszonych historią z bajki. Jak dla mnie gniot.

Twórczość Paulo Coelho

Od dawna dostaje ode mnie nagrodę grafomana. Myślę, że w tym roku jest pewniakiem. Są jednak ludzie, którzy jego twórczość lubią i cenią. Okey! Nie obrażaj się jeżeli lubisz P.C.! Brak zgody w dyskusji jest momentem zwrotnym. Sama będąc młodą licealistką zaczytywałam się w jego teksach. W tym samym czasie porzuciłam ambitną serię Harlequinów i romanse Barbary Cartland. Czułam ich moc, czułam głębię. Ale z przekory zaczęłam studiować filozofię i okazało się, że pan Paulo nic nowego nie odkrył. Wszystko to już było, a on zaznaczył różowym zakreślaczem w swojej historii filozofii, co bardziej chwytliwe fragmenty i książki same się napisały! Genialne w swojej prostocie. Dalej jednak mówię nie.

Zmierzch

Przeczytałam całość! Całość!!! Serio, serio, serio! Wszystkie części sagi. I uważam, że w literaturze nic tak nie ryje psychiki nastolatka, jak ta książka. Outsider spotyka outsidera, który okazuje się wyjątkowy. Bajka dla trochę starszych dzieci. Problem z tym, że ta książka jest tak płytka jak kałuża po majowym mżawce. Koszmarek minionych lat. Może kiedyś uda mi się wymazać z pamięci błyszczącego wampira.

Jedź, módl się i kochaj

Są książki, które powodują u mnie mdłości. To jest jedna z nich. Kobieta skrzywdzona, która całe życie oddała mężowi stoi na skraju kryzysu i ucieka w podróż za swoimi marzeniami. Oczywiście ma na to kasę. Ja po rozwodzie ze swoim mężem mogłabym się co najwyżej upić na krakowskim Kazimierzu, a i to byłoby szczytem rozrzutności. Nie o mnie jednak chodzi. Rzuca więc wszystko i ucieka. Jedzie, jedzie i zbiera doświadczenia. Tu odkrywa hedonizm, tam odkrywa spirytualizm, a jeszcze na końcu prawdziwe olśnienie i sens życia.

Ale oddajmy honor!

Mogę bawić się w małego hejtera (jeszcze to zrobię!), mogę szydzić z czytelników wybierających te gnioty. Tylko w tym wszystkim jest jedno ale… Czapki z głów przed autorami i wydawcami. Dlaczego? Ponieważ te książki sprzedały się w milionach, zarobiły jeszcze więcej, a nic nie wskazuje na to, że ten trend się zatrzyma. Mogę więc sobie utyskiwać i zrzędzić, ale pomysł wypalił. Ludzie kupują i czytają. A czy nie o to chodziło?

Na koniec bonus: Oto Barbara Cartland.

Źródło: independent.co.uk