Prasowanie jako czynnik wzrostu oglądalności TV

Muszę się przyznać, że nie cierpię prasować. Nie znam nudniejszej czynności domowej od prasowania… Najgorsze są koszule. Kołnierzyki i mankiety doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Dlatego unikam tego, jak tylko mogę. Nie ma jednak metody na to, żeby całkiem uniknąć tego koszmarnego domowego obowiązku. Dlatego opatentowałam prasowanie jako czynnik wzrostu oglądalności TV.

Nie stać mnie na gosposię

Mogłabym oddać rzeczy do prasowania. Umówmy się, nie mam kasy jak lodu i nie stać mnie na to. Nie mam Ukrainki, która robiłaby za mnie całą czarną robotę. Serio, czasem mi się wydaje, że ukraińskie sprzątaczki mają lepiej. Bo one mogą wyjść, zwolnić się, czy znaleźć lepszą rodzinę. Ja tu jestem uwiązana.

Nie dam rady chodzić w zmiętym

Nie mogę też nie prasować ubrań. Wiem, że są tacy, którzy nie prasują. Wyznają zasadę, że i tak się zemnie. Próbowałam. Nie umiem. Całkowita rezygnacja z prasowania nauczyła mnie jednak ograniczenia sterty idącej pod żelazko. Nie prasuję już majtek (tak kiedyś je prasowałam, bo temperatura zabija bakterie), skarpetek (bo u mnie w domu pokutowało przekonanie, że prasowane mniej wpijają bród – i prościej je potem wyprać), prześcieradeł frotte i pościeli z kory (serio nie wiem, co to jest ta kora…). Nauczyłam się, że prasowanie rajstop, getrów i topów dziecięcych nie ma sensu, bo ich żywotność to jeden raz. Cała reszta MUSI być wyprasowana.

System padł

Próbowałam robić prasowanie po każdym praniu. Nie udawało mi się to. Pranie to czasem i codzienna czynność, a na takie poświęcenie mnie po prostu nie stać.
Próbowałam więc przed wyjściem. Na zasadzie: nie prasuję, dopóki coś nie jest konieczne do wyprasowania. Padło i to. Nie wiem jak wy, ale ja wychodząc, nie mam na to czasu. Więc sypały się niepotrzebne inwektywy, stres był za duży.
Kolejnym sposobem było planowanie. Raz w tygodniu prasuję do upadłego. Taki było plan. Wpisałam w dzienniczek zadań i… Dziwnym sposobem ten system działał tylko raz. Potem mój organizm uznał, że nie da rady więcej…

Oszukana

I wtedy wpadłam na pomysł kija i marchewki. Nie lubię prasować, ale lubię inne rzeczy. Może więc można je połączyć? To było to!
Próbowałam prasowania i czytania. Po zaleczeniu oparzeń stwierdziłam, że koszty są za duże.
Połączenie muzyka i żelazka też okazało się chybione. To był prawdziwy taniec z gwiazdami. Było gorąco i łatwo było odpaść.
W końcu znalazłam idealne połączenie. Prasując, oglądam filmy. Nie mam wyrzutów sumienia, że poświęcam się taniej rozrywce, kiedy powinnam rozwijać umiejętności mojego dziecka. Nie czuję się zdołowana. Po prostu oglądam i czas miło i szybko mija. A co najlepsze im więcej prania, tym lepiej, bo mogę oglądnąć więcej zaległych hitów.

Prasowanie jako czynnik wzrostu oglądalności TV

I tu czynnik wzrostu oglądalności TV jest bardzo istotny. Ze względu na fakt, że prasowanie zawsze urządzam w dniu wolnym od pracy, moim przyjacielem staje się TV od rana do wieczora. Nie rzucam się jednak na odbiornik jak dziwka na klienta. Wybieram i układa misterny plan działania…
Nie ma już w moim miasteczku wypożyczalni VHS ani nawet DVD. Zresztą chyba u mnie w domu już nie ma do tego sprzętu. Nie oglądam też pirackich wersji filmów (uchowaj boże) pozostaje więc dobrze znana TV. Bez P na końcu. Te stacje omijam, bo za dużo pary idzie w ruch.
Wybieram godziny filmowe i dokładnie planuję przeskok z kanału na kanał. Czasami mi się udaje, czasami tracę początek lub zakończenie na rzecz kolejnej superprodukcji. Bezwzględnie przestrzegam jednak zasad doboru filmów:
1. Nie oglądaj horrorów, bo nie doprasujesz porów.
2. Filmy gadane – i masz dziury wyjebane.
3. Efekty specjalne – prasowanie marne.
Najważniejszy cel jednak jest zachowany. Prasowanie idzie jako po maśle, a i moje nerwy znajdują ukojenie. Niewzruszona na utyskiwania rodzinki na okupację TV przez cały dzień mam wspaniałą wymówkę. Odczep się niewdzięczniku, przecież prasuję!
  • Ja tez zawsz prasuje przy serialach – tlumacze sobie, ze lacze pozyteczne z przyjemnoscia. Natomiast masz absolutnie racje, ze filmy akcji odpadaja, bo nagle lapiesz sie na tym, ze prasujesz swoja reke, albo sama deske 🙂 I tez mam system – raz na tydzien, do upadlego. Zbieram kilka pran z tygodnia i wszystko ogarniam w jeden wieczor.