San Leo – miasto na szczycie

Jeżeli masz zamiar odwiedzić regiony Rimini od razu przez myśl przejdzie ci wypad do wyjątkowego państwa nieopodal, czyli San Marino. To cudowne państwo miasto, które zdecydowanie trzeba odwiedzić, by zobaczyć niesamowite widoki, niezwykłe zabytki oraz kawałek włoskiej historii rozbicia. Mało kto jednak wie, że tuż obok jest równie niezwykłe miejsce: San Leo.

Zamek w San Leo

Nasza podróż do San Leo rozpoczęła się w Bolonii. Było pierwsze na liście miast do zobaczenia. Dopiero stamtąd mieliśmy się udać do San Marino. Z perspektywy dnia dzisiejszego uważam, że nie mogliśmy lepiej wybrać. Po pierwsze dlatego, że mogliśmy nacieszyć oczy piękną doliną rzeki Fiume Marecchia. Widoki były niesamowite. Po drugie wspinanie się na wzniesienia, na którym jest usytuowane miasto nieźle podniosło nam ciśnienie. Wąska dróżka wspinająca się pod kątem większym niż 45 st. Było to niesamowite przeżycie.
Widoki były magiczne
Widok na San Leo z samochodu
Wjazd do miasta drogą okrążając skałę i przejazd przez kamienną bramę sprawił, że poczułam ciarki. Wąskie, brukowane uliczki w miniaturowym miasteczku na szczycie góry robiły wrażenie.
Widok z dołu na skałę
Dojazd do parkingu okazał się banalnie prostu. Najzwyczajniej w świecie przez miasteczko prowadzi tylko jedna droga. Dodatkowo świetnie obstawiona kierunkowskazami do parkingu znajdującego się poniżej wzniesienia zamkowego.
Za parking nie płaciliśmy. Miły Włoch podbiegł do mnie, gdy próbowałam kupić bilet parkingowy i z uśmiechem podał mi swój bilet opłacony na kolejne kilka godzin. Wytłumaczył mi, że on już jedzie i jemu nie jest potrzebny. Podziękowałam i później, gdy już odjeżdżaliśmy oddałam ten sam bilet parkingowy innej rodzinie. Może to niezbyt uczciwe, ale bardzo miłe. 🙂
Spokój i brak tłumów turystów
Miasteczko prawie całkowicie jest pozbawione tłumów turystów. Pojedyncze parki spacerujące tu i ówdzie. Kilka zajętych stolików. Spokój i cisza, które mnie urzekły.
Kwiaty ozdabiające ulice zrobiły na mnie piorunujące wrażenie
Największą zaletą San Leo są nieziemskie widoki. Wystarczy znaleźć się na poziomie miasta by zakochać się z panoramie. Z wysokości górującego nad miasteczkiem zamku jest jeszcze lepiej. Warto więc wspiąć się te kilkanaście metrów w górę.
Wąski uliczki sprawiały wrażenie przejść do innego wymiaru.
Wieża, niegdyś strażnicza
Z San Leo przejechaliśmy do San Marino. To była wyprawa życia. Nawigacja w naszym kompaktowym samochodziku była bowiem ustawiona na całkowity extrime. Prowadziła nas dróżkami, na których diabeł mówi dobranoc. Niczym na rollercoasterze w dół i w górę nie unikając zakrętów i przepaści. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że istnieje dużo lepsza i spokojniejsza droga z miasta do miasta. Jednak chyba drugi raz też wybrałabym te niezwykłe oblicze włoskiego krajobrazu.
romański kościół parafialny Santa Maria Assunta
Krajobraz przypomina mi trochę Jurę Krakowsko-Częstochowską