Kasprowy Wierch – podróż po zimę i słońce

W ubiegłą niedzielę wybraliśmy się do Zakopanego na Kasprowy Wierch. Stwierdziliśmy, że pogoda jest na tyle piękna, że warto ją wykorzystać i po prostu przejechać się, aby zobaczyć górskie szczyty pokryte śniegiem.

Wstaliśmy o 6:00 rano zastanawiając się czy w ogóle jest sens jechać, ze względu na dużą ilość turystów w Zakopane. Wiadomo jest kwiecień, są krokusy, a skoro jest kwiecień i są krokusy to są i tłumy. Gdy 2 lata temu byliśmy zobaczyć jak łąki krokusów (był to chyba ostatni weekend marca) wydawało się nam wtedy, że przez Dolina Chochołowska przyszły tłumy. Stwierdziliśmy, że nie chcemy tego powtarzać drugi raz.

Zima i słońce w jednym

Odpuściliśmy, ale że pogoda była naprawdę przepiękna, prawie 20 stopni, pierwszy taki piękny weekend wiosenny, nie mogliśmy tego odpuścić. Zwłaszcza, że sezon narciarski się skończył, a siedzenie w domu raczej dla nas jest karą niż nagrodą.

Niewiele myśląc o godzinie 6:30 sprawdziłam czy jeszcze można kupić bilety na Kasprowy Wierch (proszę tu jest link do sprzedaży on line >>> LINK) i okazało się, że można. Najbliższą godziną była godzina 12:40, więc czasu odpowiednio wiele, by spokojnie dojechać. Kupiłam bilety i zaczęłam się zbierać.

Ile kosztuje bilet na Kasprowy Wierch?

Na pewno interesuje cię ile taka zabawa kosztuje. Bilet góra-dół dla dorosłego to 63 zł (sezon niski), dla dziecka to 53 zł. Bilet w jedną stronę kosztuje odpowiednio: 48 zł i 43 zł.

Zbieramy się w drogę

Do Zakopanego jest 2 i pół godziny jazdy zakładając korki max. 3 godziny. Mieliśmy więc sporo czasu i jeszcze więcej zapasu na to żeby dotrzeć do Kuźnic i spokojnie wyjechać kolejką nawet przy założeniu że będzie duży ścisk. Nigdy nie jedziemy Zakopianką, więc i tym razem nie zakładaliśmy nawet takiej opcji.

Zaraz po śniadaniu zaczęliśmy pakować plecaki: ciepłe kurtki, czapki, rękawiczki. Szczerze powiedziawszy troszeczkę na zapas, ale uważam, że lepiej mieć więcej zapasów, niż mniej. Spakowaliśmy oczywiście też czekoladę, wodę i wszystko to, co można już może się w jaki sposób w górach przydać. W momencie, kiedy nie ma sklepu i nie można sobie wejść i kupić tego, czego się chce trzeba być odpowiednio przygotowanym.

Chochołów nie przejezdny

Wszystko było fajnie, przejechaliśmy Babią Górę, przyjechaliśmy Czarny Dunajec i… To był koniec jazdy. Okazało się że od Koniówki jest korek. Byłam pewna, że był wypadek, który uniemożliwia przejazd w jednym lub drugim kierunku. Zasadniczo od Czarnego Dunajca przez Chochołów do Zakopanego to około pół godziny jazdy, a my pół godziny staliśmy na odcinku 2 km. Możecie mi wierzyć lub nie, ale to był armagedon…

Szukamy objazdu

Długo się nie zastanawialiśmy. Musieliśmy znaleźć alternatywą drogę. Pomógł nam przyjaciel Google Maps. Mieliśmy 45 min na dotarcie do celu… A przecież jak wiadomo do Kuźnic nie da się dojechać. Trzeba zostawić samochód w rejonie skoczni i dalej złapać busa (koszt to 3 zł za osobę). Sytuacja robiła się napięta i niewiele myśląc przejechaliśmy przez Ciche, przejechaliśmy przez Ząb, taką okrężną drogą dojechaliśmy do Poronina, a stamtąd szybciutko pod skocznię. 15 minut na szukanie miejsca parkingowego (w końcu znaleźliśmy – 20 zł za cały dzień) i szybko na busa.

Biegiem do busa, biegiem do kolejki

Mieliśmy szczęście po Pan kierowca już prawie odjeżdżał. Okazało się, że od ronda pod skoczniami do samych Kuźnic droga jest remontowana i jest wprowadzony ruch jednokierunkowy, więc jechaliśmy objazdem.

Jak nie wiem, ale udało się udało się dotrzeć. Biegiem do kolejki. I tutaj bardzo miłe zaskoczenie! Nie musiała mieć wydrukowanych biletów. Wystarczył mi bilet ze sprzedaży internetowej, który przyszedł na mojego maila. Taki bilet skanuje się w czytniku kodów kreskowych i przechodzi się do kolejki. Mieliśmy dwie minuty do tego, żeby dojść. Kątem oka tylko zauważyłam, że nie ma kolejki do kolejki. No nie powiem, żeby mnie to nie zdziwiło, bo w Kuźnicach zawsze są tłumy, a tym razem były praktycznie pusto.

Udało się!

Wyjechaliśmy na górę wagonikiem, który był pełen, a Pan obsługujący kolejkę tłumaczył, że innym pasażerom, że muszę dokładnie przyjść na wyznaczoną godzinę odjazdu ponieważ jest duży ruch i mogą nie zostać zabrani na inną godzinę.

Z kolejki urzekła mnie fioletowa łąka przy schronisku na Kalatówkach. Bajeczny widok.  Powyżej szczyty: Giewont, Kasprowy. No i jeszcze to najsłynniejsze schronisko na Kalatówkach. Całkowicie udekorowane krokusami. Magia, magia. Chociaż może nie polecam. Zostańcie w domu i nie przyjeżdżajcie do Zakopanego.

Widoki były bajeczne, ostatni raz byłam na Kasprowym w zimie około 10 lat temu. Natomiast widoki ośnieżonych szczytów, przepiękna  widoczność , a do tego delikatny wiatr, który rozwiewał chmury, mała ilość turystów (choć zdarzali się i tacy, którzy z kuflami Żywca szli na Beskid, i tacy, którzy szli jej w trzewikach, no i dziewczynki, które szły w adidasach i   odsłoniętych kostkach), obok zjeżdżali narciarzy i snowboardzistów.

Na Kasprowym Wierchu

2 godziny, spacer na Beskid, bitwa na śnieżki, ślizganie się z górki i z powrotem na dół… Postanowiliśmy jednak z uporem maniaka przyjechać niedaleko Doliny Chochołowskiej. Po pierwsze dlatego, że to jest najszybsza droga do domu, a po drugie powiem wam szczerze chciałam też zobaczyć krokusy, chociaż tak z oddali. Zakładałam, że po 16:00 już nikogo nie będzie… A więc co za problem. Były tłumy tłumy. Czułam się jak na giełdzie samochodowej.

Powrót, czyli do dwóch razy głupota

Wszędzie były samochody: na parkingach, przy drodze, w leśnych ścieżkach i samochody ustawione na łąkach, na krokusa. Właściwy ludzie nie musieli w ogóle wychodzić z samochodu. Wystarczyło otworzyć drzwi i sfotografować krokusy, po których przejechali.

Policja i Straż Miejska kierowała ruchem. Wcale się temu nie dziwię. Tym razem parking był wszędzie. Tłumy ludzi jak na pielgrzymce idące wzdłuż drogi do aut, które były oddalone czasami nawet po kilometry, dwa trzy od wejścia do Doliny Chochołowskiej. Wyobraźcie sobie, jakie tam były tłumy.

Oczywiście okazało się, że w ogóle się nie ruszymy, nie ma szans na to, żebyśmy przyjechać przez Chochołów do Czarnego Dunajca. No więc drugi raz musieliśmy objeżdżać. Przyjechaliśmy na słowacką stronę i tak do Jabłonki i dalej na Babią Górę. Natomiast większość ludzi stała w tym korku i z tego, co wiem, stała nawet do późnych godzin nocnych.

Nie przyjeżdżajcie na krokusy!

Zasadniczo nie wiem, co przyjemnego jest w tym, żeby deptać po siebie nawzajem i po krokusach. Przecież to żadna przyjemność. A wystarczyło wyjść wcześniej i wrócić wcześniej nie byłoby problemu. Natomiast jeżeli wszyscy przyjechali o tej samej godzinie, w to samo miejsce, to nie było szans, żeby wszyscy mogli poznać urok tego miejsca. Dolina Chochołowska i Dolina Kościeliska są pięknymi dolinami, o ile nie ma tam tłumów. Zresztą w ogóle góry i jakąkolwiek przyrodę najlepiej jest odbierać, wtedy, kiedy wyjdzie się wcześniej, żeby poczuć atmosfera bycia samemu w ogromie majestacie gór..

A jeżeli chce się być w tłumie, to koncert Rolling Stones będzie lepszym rozwiązaniem. Nie polecam. Nie jedźcie na krokusy. Krokusy są brzydkie, są przereklamowane, a tak naprawdę zobaczyć tylko dziki tłum jak w święta w galerii handlowej. naprawdę jest dokładnie to samo…

  • Ta różnica żenująca w cenie biletu dorosłego i dziecka spowodowała, że weszliśmy i zeszliśmy z naszą siedmiolatką pieszo na Kasprowy 🙂 To była jej wyprawa życia jak do tej pory 🙂

    • Jak moja Pani Córka miała 6 lat zabraliśmy ją w lecie na Kasprowy i stamtąd przez Beskid do Murowańca. Do tej pory (a minęło już trochę czasu i kilka razy na różnych wycieczkach bylismy w górach) wspomina tę wędrówkę. 🙂

  • Widoki muszą być nieziemskie 🙂

    • Są! Nie chciało mi się wracać. Chciałabym tam zostać na zawsze 🙂 Ale to już taka magia gór…

  • Anna Doniec

    Zakopane jest piękne, to prawda, ale tak jak piszesz ludzi mnóstwo i dojazd tragiczny. To niestety zniechęca, ale warto choć raz w życiu tam być i pochodzić po górach 🙂

    • Zakopane całkowicie mnie odstrasza, ale to jest z uzależnieniem niby się wie, że to złe i że szkodzi, ale ciągnie. Jestem całkowicie uzależniona od tego miejsca, od gór i minimum raz w roku muszę być w Tatrach.

  • Kocham polskie gory i bardzo za nimi tesknie. Jedyne co mnie teraz odstrasza to te tabuny ludzi, ktorzy musza sie tez wybrac na Kasprowy. Obawiam sie, ze wszystko trafi troche wtedy na uroku… Szkoda, ze nie ma takiego momentu w roku, kiedy turystow jest mniej…

    • Moniko mogę cię pocieszyć, że są taki momenty. 🙂 Powiem szczerze, o godzinie 6:00 rano nie ma ludzi! Serio. Więc w pakiecie masz: cudowne klimaty, spokój, brak ludzi i do tego świeżość nowego dnia. Polecam!

      PS. Chyba nic tak nie smakuje jak śniadanie zjedzone na trasie…

  • Pingback: Wycieczka na Kasprowy Wierch w zdjęciach - Fame Name()