Gdzie się podziały całe wsie?

Z perspektywy osoby mieszkającej w mocno zaludnionym regionie kraju Bieszczady wydają się być wyludnione. Wioseczki rozsiane są sporadycznie i nie rzadko stanowią kilka domów na krzyż. Wygląda to niesamowicie. Taka przestrzeń, taka wolność. U nas tego nie ma. U nas jest ścisk i sąsiad spokojnie może zobaczyć co masz na obiad bez wychodzenia z domu. Jednak jest coś co nie pozwala spokojnie przejechać przez bieszczadzką krainę. Poczucie, że czegoś brakuje, że czegoś nie ma. Widzisz sad, studnię i nie ma ludzi. Gdzie oni są? Gdzie się podziały całe wsie?

Na szlaku historii

Historia Polski nie jest łatwa, nie jest miła i na pewno nie jest czarno-biała. Chciałoby się mieć klucz do zrozumienia dziejów tego kraju, ale nikt go nie ma. Czym bliżej współczesności tym więcej znaków zapytania niż odpowiedzi. Jeszcze nie wszystko zostało pochowane, nie wszystko jest wycacane. Cały czas bije w oczy drzazga, że coś jest nie tak, że nie wszystko zostało powiedziane.

Nie silę się na bycie historykiem. Wbrew powszechnej tendencji do znania się na wszystkim, uważam, że nie muszę być specjalistą od wszystkiego. Nie wypowiadam się, bo nie wiem. Mam swoje poglądy, ale nie dane mi jest bycie specjalistą od każdego tematu, na który jakiś artykuł przeczytałam. Nie zgadzam się jednak na powszechne zgadzanie się na rasizm, szowinizm i ksenofobię. Dlatego może tak strasznie uderzyła mnie pustka…

Kwitnie jabłoń

Bieszczady zrobiły na mnie wrażenie cudownej pustki. Wytchnienie od tłumów i zgiełku. Wraz z nią pojawił się jednak pewien niepokój, brak. Nie wiedziałam, co mi w tej układance nie pasuje dopóki nie zwróciła na ten fakt mojej uwagi szwagierka. W bieszczadzkiej głuszy łatwo przegapić kwitnące w środku lasu wiśnie czy jabłonie, ale przecież one tak są i psują kompozycję. Wprowadzają rozłam i niepokój. Bo jak? Bo po co?

Gdzie się podziały całe wsie?

Gdzie się podziały całe wsie?

Te zagubione sady są pozostałością po wsiach, które jeszcze niedawno były. Jeszcze niedawno  bawiły się tu dzieci, kobiety gotowały obiady, a mężczyźni doglądali dobytku. Idylliczny obraz, w którym obok siebie mieszkają Polacy, Ukraińcy, Żydzi. I nagle boom, nie ma? Gdzie one są? Co się z nimi stało? Historia nie dała o sobie zapomnieć nawet w takim miejscu. Przyszły mordy z jednej strony, przyszły przesiedlenia z drugiej. I nagle nie było wsi. Gdzie się podziały całe wsie? Stały się wspomnieniem, rysą. Nie chce się o nich pamiętać, bo przypominają, że historia nie jest czarno- biała.

Pozostały pola, które ktoś kiedyś uprawiał, sady, z których już nikt nie zbiera owoców, puste miejsce do zagrodach i domostwach oraz rysa na idealnej historii niezwykłego kraju. Może rysa, dzięki której pęknie mit, a narodzi się poczucie prawdziwej wartości, ze wszystkimi jej plusami i minusami.

  • Piękne słowa na końcu… W Bieszczadach byłam dwukrotnie i niestety nie miałam okazji wędrować po głuszy, jednak to, o czym piszesz znam też z moich rodzinnych stron. W środku lasu można było natknąć się na starą studnię, owocowy sad albo… stary cmentarz z napisami po niemiecku. Pochodzę z Mazowsza. Moi dziadkowie niejednokrotnie wspominają niemieckich sąsiadów lepiej niż tych polskich. A potem przyszła historia i dzisiaj tylko wspaniała młodzież z pobliskiego liceum zajmuje się starym cmentarzem. Chciałabym, żebyśmy umieli nawiązywać w swoim życiu do tamtych czasów, kiedy ludzie po prostu żyli pod jednym niebem. Żebyśmy pamiętali o tym, szczególnie teraz.