Na szlaku głupoty – czyli chowaj się kto może

Zbliżają się wakacje, ale jeszcze wcześniej przed nami długi weekend czerwcowy. Polacy ruszą w swoje ulubione kierunki wypoczynku. Morze, jeziora, góry staną się na powrót mrowiskami, o ile pogoda dopisze. Nie będę odstawać od grupy. Mam zamiar zrobić dokładnie to samo, czyli spakować plecak i z domu. Gdzie? Gdzie mnie oczy poniosą. Choć mam kilka pomysłów na czerwcówkę, to jeszcze dokładnie nie wiem, ale może spotkamy się gdzieś na szlaku.

Oj czerwcówka nie brzmi to tak samo dobrze, jak majówka. Raczej, jak groźna choroba zakaźna. No więc mam kilka pomysłów na długi weekend czerwcowy, możesz o tym przeczytać TUTAJ. Jednak zanim ruszysz w drogę zapoznaj się z moim subiektywnym antyporadnikiem zachowań na szlaku.

1. Japonki na szczycie

Kocham te buty. Na basenie i na plaży. Ale ile trzeba mieć słomy pod kapeluszem, żeby w japonkach wybrać się w góry! Nie ważne czy będzie to Beskid, Bieszczady czy Tatry. Klapki odpadają, bo są niebezpieczne i mówią o tobie wiele… bardzo niecenzuralnych słów. Sandałki, trampki i szpilki również zostaw w domu.

Tłumaczenie typu: …ale ja tutaj tylko blisko, wsadź sobie razem z sandałkami tam, gdzie słońce nie dociera. Do walizki, plecaka albo szafy.

Na każdej pieszej wędrówce buty muszą być solidne. Podeszwa z wycięciami, żeby się nie ślizgać. Cholewka minimum za kostkę, by w razie upadku jej nie skręcić i nie obić. Do tego wygodne. Nie prosto ze sklepu i nie za małe. Zresztą cierpieć będzie ten, który się w tym wybrał.

Na szlaku głupoty widziałam panią w sandałach na Świnicy. Całe chmary klapeczek i obcasów w drodze do Morskiego Oka. Szpilki na Giewoncie i na Kasprowym – dosłownie. A ostatnio idąc na Tarnicę ze zdziwieniem stwierdziłam, że jest jeszcze jedna klasa śmiałków-debili. Buty o płaskiej podeszwie, poniżej kostki i do tego odsłonięte kostki. Lans-blans motherfucker.

2. Pij i gnij

Co ze mną się nie napijesz? To chyba zdanie klucz. I na mam to gdzieś czy lubisz alko. Chcesz, pij. Wszystko dla ludzi. Ale czy musisz to robić idąc na szczyt? Czy doda ci pewności siebie piwo tam wypite? Nie lepiej na luzie w schronisku albo ze szwagrem przy grillu? Jedno, a nie dziesięć? A jeżeli jest z ciebie taki kozak, to potem idź na dół o własnych siłach i nie jęcz jak dziecko, że trudno i źle. Tu jednak kończą się prawdziwi mężczyźni i dziarskie dziewczyny. A zaczynają skamlące pipy, którym siły i odwagi wystarczyło tylko na pokaz.

3. Nie zabijaj

Wiem, nakręciłam się, ale głupoty na szlaku nie brakuje! Ale odkąd na trasę przez wzgląd na Panią Córkę wyruszam później niż o świcie więcej spotykam górskiej patolki. A to Przemo, który musi wieźć swój tłusty tyłek konikami, bo niby dzieci chciały, a on to tak przy okazji. A to Grażynka, która śmieci wyrzuca tu i tam, bo przecież strażnicy posprzątają. A to Danusia, co się jej kupę zachciało i przy okazji podpaskę wyrzuci w kosówce. I Piotruś, któremu butelek po piwie się nieść nie chce.

Hitem moich wypraw był osobnik, który na szlaku na Świnicę zrobił kupę na środku chodnika pomiędzy dwoma skałami i przykrył papierem toaletowym!

4. 500 plus na szlaku

Nowy program prorodzinny wyzwolił w ludziach chęć wycieczek. Super! Wcześniej też jeździli, ale rzeczywiście widać zwiększony ruch rodzin po otwarciu kranu z gotówką. Jednak większości wycieczkowych nuworyszy nikt nie nauczył wycieczkować. Całe chmary Franiów, Amelek i Mateuszków z dopiero co oderwanymi gałązkami, kijami do podpierania się, wrzeszczące i roszczeniowe depczą poza szlakami w myśl zasady, że zasady są po to, żeby je łamać. Do tego ich mam krzyczące i nawołujące do przodku, stanowią ciekawy syndrom naszych czasów. Aktywność tak, ale ograniczona do minimum. Zwiedzanie tak, ale bez wysiłkowe. Wiedza tak, ale podana w zabawny i lekkostrawny sposób. A najlepiej ciekawostki.

Idzie więc na szlaku głupoty rodzina i chce się wierzyć, że mimo wszystko ich wyjście z domu ma sens. Że więcej z tego będą mieli, niż zniszczą.

5. Cała reszta

Kończę ten maraton zła. O całej reszcie, czyli przekleństwach, darciu ryja, smrodzie przepicia z gęby, przypadkowych przypaleniach papierosami, nieznajomości zasad poruszania się, ogłady, kultury oraz przejawach zwykłej głupoty nie chce mi się już pisać.

Na koniec dodam tylko, że w klasach 1-3 uczy się czytania zegarka. Czyli każdy dziesięciolatek teoretycznie jest w stanie sprawdzić, jaka jest godzina i obliczyć, jaka będzie na przykład, gdy miną dwie godziny. Jak wiec dorośli ludzie mają czelność dzwonić na TOPR, żeby ich ASFALTOWĄ drogą sprowadzić, bo jest ciemno! A co robili wcześniej? Nie byli na górskich szlakach, nie było złej pogody. Siedzieli w schronisku i po prostu koń im uciekł!

Wolałabym się czołgać niż wzywać ratowników. WSTYD!

 

  • Tesknie za naszymi gorami i chcialabym je pokazac mojemu narzeczonemu, ale boje sie, ze wpadniemy wlasnie na takie towarzystwo o jakim piszesz… Da sie tego uniknac? Moze trzeba pojechac w pierwszych dniach pazdziernika, kiedy pogoda jeszcze dopisuje, kolory sa piekne, a ludzie juz wrocili do biur i schowali japonki do szafy?

    • Natalia Front

      Wydaje mi się, że pierwsze dni października to idealny pomysł na samotność w górach. Jak jeszcze dodatkowo pogoda będzie sprzyjać to będzie piękna złota jesień. Ważne tylko żeby pamiętać, że w górach to już prawie zima. Może być ślisko i zmrok szybciej zapada. 🙂
      A w sezonie jedyne czym można się ratować, to szlaki nie turystyczne. Jest ich sporo i wczesne godziny wyjścia na szlak.

      • Moze tak wlasnie zrobimy 🙂

        • 🙂 A masz pomysł, który kierunek górski? Tatry, Beskidy, Bieszczady?

          • Chyba klasycznie Tatry, chociaz Bieszczady tez kusza i sa o wiele mniej oblegane, z tego co mi wiadomo. O Morskim Oku kraza legandy (vide wycieczki dorozka i akcja japonki).

          • Tak Bieszczady są zdecydowanie mniej oblegane, ale w Tatry warto wybrać się na przykład w rejon Tatr zachodnich – zdecydowanie mniej ludzi 🙂

        • Polecam 🙂