Wstać skoro świt

Gdy przychodzi wiosna mam ochotę wstawać skoro świt! Wszystko podpowiada mi, że już czas zacząć nowy dzień. W ziemie było inaczej. Ciepły kocyk i herbatka stanowiły sens mojego życia. Teraz pełna petarda. To nic, że położyłam się spać po północy. To nic, że czeka mnie mega ciężki dzień. Mój organizm wie tylko jedno, wstawaj! To trochę jak z dziećmi mojego szwagra (czy brat mojego męża to szwagier?). Otwarcie oczów jako system kontroli. Otwieram jest ciemno – śpię dalej. Otwieram jest jasno – trzeba wstawać.

Why? ¿Por qué? Perché? Warum?

Nie będę udawać. Nie zawsze tak było. Kiedyś jedynym problemem po przebudzeniu był dylemat czy zjeść śniadanie czy poczekać pół godziny na obiad. Ptaki świergolące o trzeciej nad ranem zdarzało mi się słyszeć tylko wracając do domu po imprezie.

A propos imprez muszę Ci kiedyś opowiedzieć o porankach po pracy w klubie muzycznym. To dopiero były czasy, ale to historia na inny wpis, bo teraz zgodnie z moją zasadą chronicznego pesymisty staram się znaleźć odpowiedź na pytanie za co kocham wstawać skoro świt. Nie pomyliłam słów. Jestem Natalia i jestem pesymistą. A na powierzchni tego bagna trzyma mnie tylko myśl o tym, że głębiej gówno gęstnieje.

Dlatego więc tak lubię wstawać skoro świt?

Dziadzieję. Może się to nazywa starość. Od niedawna świat zaczął pędzić do przodu, a ja obrałam kurs przeciwny. Jak debil jadący na autostradzie pod prąd czuję, że to nie ten kierunek, ale zjazdu nie ma. Jadę więc z zamkniętymi oczami licząc, że mnie nie zmiecie ukraiński tir, którego kierowca nie spał od kilkunastu godzin.

Kiedyś nazywali mnie szczyga, (co u nas znaczyło żywe ruchliwe dziecko; takiego, co go wszędzie pełno). Teraz mogą co najwyżej nazywać mnie szczyka. Tu szczyka, tam szczyka, cały czas coś. Kiedy się to zaczęło? Spać nie mogę więc wstaję skoro świt! I jak już nie śpię, mogę spokojnie rozkoszować się radością poranka.

Radość poranka…

To jedyny moment, kiedy w domu jestem sama. Mam czas dla siebie. Zastanawiam się więc jak wykorzystać ten czas…

Gorąca kawa parzy mi język. Serio. Właśnie się poplułam z bólu na klawiaturę. Nowy kubek od Pani Córki okazała się iście termiczny.

Gorąc kawy kontrastuje z rześkością powietrza wpadającego przez otwarte okno. Chłód majowego poranka w tym roku nie zapowiada jednak słonecznego dnia, a kolejny dzień deszczu i słoty. Rozkoszuję się wiec promieniami, które za chwilę przykryją chmury. Czuję się jak Stachurski na proszonym obiedzie – żywię się słońcem.

Cisza, ja i czas

To jest zmiana, która w moim życiu wyszła na dobre. Śpiew ptaków, zieleń liści i cisza przerywana pochrapywaniem domowników daje mi poczucie spokoju, którego długo szukałam, myląc go ze szczęściem. Stabilizacja? Tylko przy złamaniu. Nie znoszę rutyny i schematów, ale dziś już wiem, że wewnętrzny spokój i rutyna nie wiele mają ze sobą wspólnego. Jedno bez drugiego nie tylko jest możliwe, ale i konieczne. Można całe życie, każdego dnia wykonywać te same czynności i czuć ciągły niepokój. Można też iść poza schematami i czuć komfort spokojnej głowy. Jak? Znowu innym razem. Dojrzewałam do tego kilkanaście lat musisz mi uwierzyć, że to temat na długi wpis.

No dobrze. Kończę i idę nadal cieszyć się samotnością, ciszą i kawą. Słońcem ogrzewającym twarz i śpiewem kwiatów. Prawda, że idyllicznie?

 

  • Agata Front

    Ten wpis jest dramatyczny… Czytałam dwa razy. W jedynej MOJEJ wolnej chwili dnia, kiedy dzieci Twojego szwagra już śpią a ja jeszcze nie. Czy żona szwagra to szwagierka?

    • Natalia Front

      Dlaczego dramatyczny? I nie mam pojęcia czy żona szwagra to szwagierka. Chyba tak.

      • Agata Front

        Dramatyczny, bo ma w sobie dystans, trochę humoru, ale też (przynajmniej ja to tak czytam) smutek (w słowach „dziadzieję” i „szczyka”). Ale może to tylko moje JA 😛 Może to mi jest smutno, że JA mijam i kiedy ktoś o tym pisze (np. Szwagierka), to mi się wydaje, że JEJ smutno też.

        • Natalia Front

          Trochę smutno, że się mija… Ale mijamy od pierwszej sekundy naszego życia. Taki już nasz los. Każdy czas jest dobry, bo sprawia, że czegoś innego doświadczamy. Nie ma się co smucić, najwyżej umrzemy. 😛