Książki o szczęściu i dobrym życiu

Półki księgarni uginają się pod poradnikami o szczęściu i dobrym życiu. Wszystkie krzyczą do mnie: Kup mnie, a powiem Ci jak znaleźć szczęście. Kup mnie, a już nigdy nie będziesz nieszczęśliwy. Zobacz jak inni znaleźli szczęście. Omijam je. Już dawno nie wierzę w żadne magiczne moce i alchemię radości. Od czasu do czasu jednak wpada mi taka książka w najpierw w ręce, a potem w oko, a jeszcze później wyje mój mały mózg.

Do dwóch razy sztuka

Ostatnio aż dwie postanowiły zagościć w moim domu. Nie na długo jednak. Mam zamiar opowiedzieć Ci o nich i zniknąć je z mojego życia. Snuje Ci się pewnie po głowie myśl, że za chwilę będziesz świadkiem popełniania zbrodni hejtu na tych pozycjach. Zdziwisz się, ale tak nie będzie.

Slow life według ojca Leona

Jak na osobę, która z kościołem ma nie po drodze, dużo czytam książek duchownych. Może dlatego, że zawsze uważałam ich za mędrców i nadal chcę w to wierzyć? Są wśród duchowieństwa ludzie wielcy, jednostki, ale się zdarzają. I właśnie o Leon Knabit jest jedną z nich. Może dzięki swojej charyzmie, może dzidzi niezwykłemu stylowi zawsze do mnie przemawia pozytywnie. Nie ze wszystkim się zgadzam, nie zawsze z jego myślą mam po drodze. Widzę jednak pozytywny flow płynąc z jego osoby. I dlatego „Slow life” wydał mi się konieczną pozycją w moim domu.

Nie rozczarowałam się! Ojciec Leon rozmawia z różnymi znanymi osobami. Wśród nich Anna Dymna, Joanna Kołaczkowska, Marcin Prokop czy Marek Kamiński (jeżeli chcesz wiedzieć dlaczego wywiad z tym człowiekiem najbardziej mnie ukuł wskakuj na szlak muszli). Pytanie nie są tendencyjne, choć opierają się o małe sprawy, zwykłe i banalne. Jest i o bogu, i o miłości, i o szczęściu. O wszystkim tym, o co pytamy i na co chcielibyśmy znać proste odpowiedzi. Czy są? W kilku miejscach ja znalazłam drogowskazy i podpowiedzi. Bez wielkich haseł i komunałów każde kolejne pytanie i każda kolejna odpowiedź powoli prowadząca po nitce do kłębka. Momentami jednak nitka się rwie i wchodzi na tony patosu. Niestety…

Małe szczęście

„Hygge. Duńska sztuka szczęścia” to zrealizowany pomysł na wydrukowanie fajnego profilu na Instagramie. Świetne zdjęcia w skandynawskim stylu  do tego krótkie opisy o tym, czym według Duńczyków jest szczęście. A o szczęściu twierdzą, że znajduje się w małych rzeczach. W kawie ze znajomymi, w ciepłym kocu w zimny deszcz, w radości dzieci…

I właściwie tyle. Można książkę wyrzucić.

Dziwnym jednak sposobem nie tylko jej nie odłożyłam, ale zobaczyłam wszystkie zdjęcia i wszystkie do nich opisy. I przyszło mi wtedy na myśl, że to też jest hygge, czyli celebrowanie małych chwil, momentów. Przyjemna pozycja na jeden raz. To ten moment, w którym dzwoni tylko nie wiadomo, w którym kościele. Bo przecież to takie proste i wiadome. I przecież po co o tym książkę pisać? A jednak cały czas warto sobie o tych małych szczęściach przypominać, zwłaszcza w zimnym i deszczowym kraju. Czuję jednak cierń tego szczęścia. Wszystko jest zbyt… Zbyt perfekcyjne zdjęcia, niczym z katalogu meblowego (mam wrażenie, że nie bez powodu na końcu książki znajduje się lista miejsc, z których można czerpać inspirację…) mówiąca tylko w takim wnętrzu poczujesz szczęście. Zbyt perfekcyjne momenty, przesłodzone i sztuczne. Zbyt idealny świat, który oszukuje sam siebie.

Była jeszcze jedna książka o szczęściu…

PS Była jeszcze jedna książka, ale nie chcę o niej opowiadać z dwóch powodów.

Po pierwsze to książka ważna dla kogoś, kto mi ją dał w przekonaniu, że mi się spodoba, że poczuję do niej to samo. A była to miłość wielka. Z mojej strony całkowicie niezrozumiała. Ale miłość rządzi się swoimi prawami i nie mi ją oceniać. A że wierzę w to, że są rzeczy, których nie jestem wstanie objąć rozumem, nie chcę krzywdzić tej osoby złą opinią na temat jej ukochanej książki.

Drugim powodem jest fakt, że jest to książka słaba, napisana przez osobę (byłą polską modelkę) dla mnie całkowicie niewiarygodną. Nawet więc, jeżeli jest w mniej coś cennego i szczerego nie uwierzę w to. Dlatego przeczytałam fragmenty, przeskanowałam całość i oddała wierząc, że nie wszystkim wszystko jest pisane.

  • Tez mi sie wydaje, ze to dunskie hygge – w kazdym razie ta pozycja ksiazkowa – to taki produkt marketingowy, ktory prawdopodobnie niewiele ma wspolnego z tym prawdziwym hygge, ktore po prostu powinnismy czuc w srodku. Lubie ta ksiazke przegladac, tak jak sie przeglada magazyn o wnetrzach. Taka ulotna przyjemnosc 🙂

    • Natalia Front

      Dokładnie! Ta książka to świetny magazyn wnętrzarski. Nie mogłam od niej oczu oderwać. A co do samego hygge to szkoda, że znowu szczęście staje się produktem na sprzedaż.

  • Anna Kot

    Mam książkę ‚Hygge’, ale jeszcze nie zdążyłam jej przeczytać 🙂

    • Natalia Front

      Koniecznie daj znać jak już przeczytasz! 🙂

  • O slow life w wydaniu Ojca Leona słyszałam już kiedyś, ale książka sama w sobie nie wpadła mi w ręce. Natomiast o hygge, słyszał chyba już każdy. Sama podkusiłam się i kupiłam tą książkę. Wydanie takie na lajtowy wieczór. Opisuje niby rzeczy oczywiste, ale jednak Duńczycy w tej materii uzyskali mistrzostwo.

    • Natalia Front

      Nie znam Duńczyków. A wiedzę na temat ich poczucia humoru czerpałam z Gangu Olsena, więc niestety nic rzetelnego… 🙂 Nie raziło Cię to, że to mistrzostwo to jednak takie błyszczące sreberko… Trochę za bardzo urocze?

      • Hmm, nie zastanawiałam się nad tym. Ciekawe pytanie. Na pewno jestem ciekawa, czy badania były robione rzetelnie i sami Duńczycy nie podkolorowywali trochę swojej codzienności.

        • Tego też nie wiem, może sama autorka stwierdziła, że warto właśnie tak pokazać Duńczyków. Może tacy właśnie są. A jak my – Polacy moglibyśmy pokazać siebie w pozytywnym świetle. Gdzie to nasze „Szczęście” się ukrywa?

          • Wydaje mi się, że ciężko wszystkich wsadzić do tego samego worka. Każdy znajduje szczęście w czym innym. Dla jednego, jak u mnie będą to podróże i czas z bliskimi, a dla kogoś innego stos ulubionych książek, maratony itd. 🙂

          • Wydaje mi się, że tak jest wszędzie. Niezależnie od nacji. Każdego cieszy coś innego i w innym zakresie. Ciężko o jeden model, stąd moje podejście do książek o szczęściu jak do jeża.

            PS widzę, że mamy podobne sposoby na szczęście 😉 Najlepiej jak je wszystkie można połączyć w jedną całość 🙂

          • Dokładnie tak, Natalio. 🙂 Połączenie idealne. Pozdrawiam cieplutko. 🙂

          • Pozdrawiam serdecznie! 🙂

  • janielka

    musze sięgnąć po te książki. wydają się byc fajne

    • Natalia Front

      Daj znać jak Ci się spodobały 🙂

  • Michał Stegliński

    „Hygge. Duńska sztuka szczęścia” – wydaje się bardzo interesująco pozycją. Tak jak poprzedniczka – odnoszę wrażenie, że to w dużej mierze produkt marketingowy. Nie mniej jednak warto tę pozycję chociaż raz przejrzeć.

    • Natalia Front

      Nie przeczę, że warto! Zdjęcia są urzekające, opisy miłe dla oka. Ale jednak dalej to tylko ładnie opakowany produkt.

  • Hygge zauroczyło mnie bez reszty! Książkę połknęłam w 2 wieczory. I oczywiście nabrała ochoty na kolejne tego typu pozycje! 🙂