Kiedy na mojej mapie świata do zobaczenia znalazła się Toskania, nie wiedziałam o niej nic, prócz tego, co przeczytałam w „Barbarzyńcy w ogrodzie”. Wiedziałam więc, że muszę zobaczyć Sienę. A reszta na pewno też jest piękna, w końcu miliony dolarów nie mogą się mylić, a właśnie tyle zarabiały hollywoodzkie produkcje, których akcja rozgrywała się w tym zakątku świata. I chyba do końca nie wiedziałam, że czeka mnie podróż na włoski Manhattan, czyli San Gimignano.

Miasto wież

Nie bez powodu San Gimignano nazywany jest średniowiecznym Manhattanem lub miastem wież. Już z daleka widoczne strzeliste budynki wprawiają w konsternację. Można je pomylić z kominami fabryk. Takie śląskie przyzwyczajenie. Jak coś sterczy w niebo to albo kościół albo fabryka, albo kopalnia. Tylko co fabryka miałaby robić w samym środku winnic? Wino?

Niedaleko od Sieny

San Gimignano zwiedziliśmy w drodze powrotnej z Sienny do Florencji (SI-FI). Od zjazdu w Poggibonsi Nord kierowaliśmy się na San Gimignano. Można powiedzieć, że to rzut beretem. Z Florencji to ok. 50 km z Sienny 40 km.

Urocza trasa między pagórkami pokrytymi winnicami zaprowadziła nas wprost do San Gimignano. Nie da się ukryć, że taka okolica robi wrażenie.

Ten widok naprawdę jest wart swojej opinii. Jest bosko! Więc krętymi dróżkami w końcu dotarliśmy do celu. Zaparkowaliśmy na miejskim, płatnym parkingu (po 2 €/h, miejsc było od zatrzęsienia — trzy poziomy/tarasy parkingowe) poniżej starego miasta. Do centrum wjechać się nie da i kilka stopni trzeba pokonać.

W Toskanii to całkiem normalne, że do miasta trzeba się pospinać. W San Gimignano z parkingu jest nawet winda dla niepełnosprawnych umożliwiająca pokonanie wzniesienia.

Wieże zachwycają i z bliska, i z daleka. Średniowieczne drapacze chmur, które powstały, by pokazać, na co stać mieszczan. Nie był to zabieg niezwykły. Podobne konstrukcje powstawały wszędzie. Można było je spotkać m.in. we Florencji i w Sienie. Jednak karta historii sprawiła, że tylko tu przetrwały w takiej ilości. Dlaczego? Zmieniły się bowiem szlaki handlowe i nadeszła epidemia.

Miasto swoją świetność przeżywało w średniowieczu, kiedy uwolniło się spod feudalnej zależności biskupa Volterra. Dogodne położenie między Sieną a Florencją dawały mu duże możliwości rozwoju. Jednak Czarna Śmierć z roku 1353 pochłonęła znaczną część mieszkańców miasta. Po tym wydarzeniu miasto już nigdy się nie podniosło. I dzięki temu zabytki przetrwały do dzisiaj.

Po co te wieże?

Były to domy mieszkalno-obronne. W razie napadu mieszkańcy mogli ukrywać się na wyższych kondygnacjach. Mieszkańcy prowadzili „walki” o to, kogo wieża będzie najwyższa. Żadna z nich nie mogła być wyższa od ratusza. W sumie powstały 72 wieże. Obecnie zaś jest ich już tylko 14. Najwięcej zostało zniszczonych po podbiciu miasta przez Florencję.

Co warto zobaczyć w San Gimignano?

Miasto jest malownicze położone na wzgórzu (334 m), nad doliną Elsy (Val d’Elsa). Historyczne centrum znajduje się na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO od roku 1990.

Kolegiata Santa Maria Assunta – z freskami Bartolo di Fredi – najbardziej znany zabytek, dawna katedra.

Piazza della Cisterna (nazwa pochodzi od XII-wiecznej miejskiej studni) – trójkątny plac z bardzo ładnie zachowanymi pierzejami.

Piazza del Duomo

Palazzo del Popolo (inaczej Palazzo Nuovo del Podestà) – pałac położony naprzeciw kolegiaty. Wewnątrz w sali Dantego (Sala di Dante) znajduje się piękny fresk Maesta  namalowany w 1317 roku przez Lippo Memmi.

Do pałacu przylega 51 m wieża Torre Grossa – najwyższa w mieście. Można (i warto ze względu na widoki) na nią wejść.

Kościół Sant’Agostino – zdobiony freskami z życia św. Augustyna, patrona kościoła,

Museo d’Arte Sacra – muzeum sztuki sakralnej,

Bliźniacze wieże Salvucci

Nie mogę nie wspomnieć, że warto udać się na spacer po mieście, by docenić klasyczny toskański widoki z jego starych średniowiecznych murów.

Region szczyci się legendarnym białym, wytrawnym winem Vernaccia di San Gimignano ze statusem D.O.C.G., którego początki sięgają roku 1276 r.