Do Nowego Roku zostały jeszcze tylko godziny. Pewnie większość teraz świętuje. Nie jestem fanką wielkiego świętowania tej daty. Więc skupiłam się na podsumowaniach moich osiągnięć i porażek. Czy w tym roku jest co podsumowywać? Oj tak! To był dobry rok.


Moim podsumowaniem roku są zawsze zdjęcia. Są jak moja pamięć. Dzięki nim wiem, że jeszcze rok temu byłam całkiem innym człowiekiem. Inaczej patrzyłam na świat i świat był dla mnie innym miejscem.

Jak pies z kotem

Kot Meggy jest już z nami dosyć długo bym zrozumiała, że to ona ma człowieka, a nie my kota. Tak naprawdę to jesteśmy rodziną. Jest dla mnie ważna, nauczyła mnie bardzo wiele i na wiele aspektów życia zwróciła uwagę.

Pies Lola mieszka z nami już tak długo, że ciężko mi sobie przypomnieć czasy bez niej. To kolejny chodzący kłębek miłości. Szczerej i niewymuszonej. Bez niej nie umiałabym zrozumieć, że można kochać tak bezinteresownie.

Moje kochane zwierzaki są na szczycie listy, bo cały czas uczymy się razem żyć i każdy nowy dzień jest wyzwaniem. Także ten, kiedy dookoła strzelają petardy i fajerwerki, co wcale nie podoba się futrzakom.

Prawie jak babcia

Na świat przyszedł syn mojej siostrzenicy, więc zostałam siostrzaną babcią. Jak na 33 lata to całkiem dziwne uczucie bycia prawie babcią.

W drodze

Trochę się ujeździłam to tu to tam, ale oczywiście i tak mi jest mało. Chyba już mam taką naturę, że chciałabym być cały czas w drodze. Pytanie, czy zaspokoiłby to moją potrzebę wrażeń. Na razie przynajmniej daje kopa do poznawania nowych miejsc.

Podróże rozpoczęliśmy w zimie, od Tatr.

Zawsze love!

Długi weekend majowy spędziliśmy w Bieszczadach.

Bieszczady zdobyte, a przynajmniej Tarnica.

A konie w Bieszczadach luzem chodzą…

Zasada mówi, że trzeba w każdą czarną dziurę zajrzeć. Zawsze!

 

I Janosikowe Diery też zdobyte!

Trochę liznęliśmy wielkiej sztuki.

Tate Modern

Odwiedziliśmy królową.

 

Pojechaliśmy szlakiem Wielkiego Wróbla i Daenerys Matki Smoków.

Nie mogłam nie być w moim ukochanym Beskidzie Sądeckim…

Zakończenie sezonu wysokogórskiego… czyli Tatry w listopadzie!

To był dobry rok

Ponownie już zebrałam plony z mojego miniogródka.

Koncert Korteza zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Zwłaszcza jego skromność.

Kolejną miłością tego roku był Beksiński…

A na koniec roku nawet mi się upiekło…

 

To był dobry rok, bardzo ciekawych przeżyć, niesamowitych ludzi, których spotkałam na swojej drodze. To było 365 dni pełnych wrażeń. Oby ten Nowy Rok był różnie udany.