Gdy nagle świat wali się na głowę, nawet to, co irracjonalne wydaje się normalne. I propozycja, która w innych okolicznościach byłaby całkowicie niedorzeczna, staje się prezentem, na który czekaliśmy. Purezento od obcej osoby, daje siłę do dalszego działania.


Gdy zamykają się drzwi…

Co byś zrobiła, wiedząc, co za chwilę nastąpi. Co byś powiedziała, jak się zachowała? Czy odłożyłabyś rozmowę na później? Pewnie tak. Problem w tym, że nawet gdy mamy przeczucie, nie bardzo mu ufamy i prościej nam iść w niewiadomą. Wziąć na klatę to, co nieuniknione. Lepiej nie wiedzieć, że za chwilę nasz świat stanie na głowie, że przyjdzie nam opuścić swoją sferę komfortu. A gdy już się stanie, wraca do nas niczym źle wymierzony bumerang, refleksja, że przecież to musiało się stać, że wszystko do tego zmierzało. Jest już jedna za późno, bo guz po uderzeniu boli i tylko czas może go uleczyć.

I w tym wszystkim jak na ironię chyba lepiej, że świat drastycznie rozprawia się z naszym poczuciem stabilności. Małymi kroczkami nie da się wejść w chaos.

…otwiera się okno

Okno, przez które czasami w nasze życie może wpaść dobra wróżka, z dziwacznym pomysłem na życie. Może to być też stara wariatka. Kto to wie? Ale czy można mieć pewność, gdy prawie nieznajoma proponuje nam chwilowe życie z dziwnym kotem po drugiej stronie globu? Tu nie ma innej opcji, jak tylko powiedzieć tak. Najwyżej skończy się w tajskim burdelu. Opcja nie mniej zła, niż pozostanie w szarmy świecie żałoby.

Trzeba żyć, gdy budząc się z kacem w po nocy życia w bąbelkach miłości, nagle okazuje się, że na języku masz jedynie metaliczny posmak minionych przyjemności. Trzeba żyć, gdy twój facet znika, a na jego miejscu pojawia się pustka i agresywne wspomnienia o tym, co było. Mętna rzeczywistość pęka pod naporem wypartych wspomnień.

Purezento – historia o świecie, którego nie ma

W traumę kobiety bez imienia* Joanna Bator zabiera nas od pierwszej chwili, bez pytania, bez wytchnienia. Razem z nią wrzuca nas w cierpienie i żałobę, ucząc się, że rozbite życie można sklepić. Krok po kroku łącząc ze sobą części, nadajemy mu utracony kształt i sens. Pokazuje, że blizn nie da się ukryć czy zamaskować, można je jednak „wykorzystać”, by nadać całości nową jakość. Wykorzystując sztukę kintsugi uczy jak to, co pozornie szpeci, może stać się ozdobą.

* Naprawdę nie wiem, czy padło jej imie. Tylko tyle: Główna Bohaterka niczym amerykański DJ ze środkowego Teksasu: G.B.

Romans szyty na miarę

Japoński rytm życia nie zaskakuje, koi przewidywalnością nieznanego świata. Nie spieszy, powalając na stawianie pierwszych kroków w nowej rzeczywistości. Każdy ruch, budynek i sytuacja prowadzi G.B. do celu, którym jest pełnia, złączenie rozbitych części.

W Purezento, inaczej niż w Roku Królika, magia japońskiego świata nie jest mroczna i nieprzewidywalna. Nie budzi niepokoju. Przeciwnie, zaprasza spokojem ziółek babci i kusi egzotycznym masażem. Powrotem do na łono spokoju (metaforyczna kąpiel w skalnej rozpadlinie, gdzie ból i troski mijają), wprost w ramiona przystojnego, tajemniczego Japończyka (pół-Japończyka).

Kot na miarę magii

Kto oglądał Czarodziejkę z księżyca, wie, że Japonia i kot to równanie równie proste, jak 2 + 2. Musi się równać pięć. Nie bez znaczenia jest też jego człowieczy charakter! To po prostu chodzący kłębek magii, którą Japończycy, jak nikt na świecie, potrafili rozpoznać i obdarzyć należytym szacunkiem! Hator, hator!