Rok Królika – recenzja

Recenzja książki “Rok Królika” Joanny Bator

Najgorsze uczucie dla fana książek i czytania? Kiedy powieść miała być lekka, zabawna i przyjemna, a dostajemy książkę, przez którą brnie się z wielkim mozołem. Nie inaczej dzieje się z najnowszym dziełem literackim Joanny Bator. Bohaterka książki, autorka historycznych romansów, zmienia tożsamość i wyrusza do Ząbkowic Śląskich (dawnego Frankenstein, gdzie grasuje niebezpieczny królik) szukać tam rodzinnych śladów. Trafia w miejsce bardzo dziwne, pełne niezwykłych osobowości i to w sam środek niebezpiecznych zdarzeń. Jednak cały ten świat przedstawiony w książce jest kalką. Główna bohaterka do złudzenia przypomina tą z książki „Ciemno, prawie noc” Bator. Hotel, w którym się zatrzymuje to uboga wersja Grand Budapest Hotel, gdzie wszystkie postacie są nadmiernie przerysowane. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że cała konstrukcja książki do złudzenia przypomina „Ciemno, prawie noc”, w której autorka umieściła zapisy z forów internetowych.

Książka na podstawie własnych przeżyć

W tej książce mamy bardzo podobny schemat z nagłówkami tabloidów i fragmentami romansu autorstwa głównej bohaterki książki. Bohaterka tworzy bowiem książkę na bazie własnych przeżyć. Cały zamysł Joanny Bator na tę przedziwna książkę miałby sens, jeśli byłaby to literacka zabawa, parodia świata tabloidów i kiczowatej literatury. Niestety nadmiar atrakcji bardziej nuży niż śmieszy. „Rok królika” jest tak zagmatwaną książką, że jedyne co może potencjalny czytelnik to zgubić się w mnogości wątków i zdarzeń. Wśród tego nadmiaru nie odnajdziemy jednak ani grama grozy.  Jedynym ciekawym elementem książki jest wątek pisania romansu, proces powstawania dzieła oraz zapis kryzysu literackiego bohaterki. Nie można jednak pozbyć się wrażenia, iż autorce zabrakło po prostu dobrej historii do opowiedzenia. Całokształt budzi jedynie tęsknotę za dawnymi, tak wspaniałymi powieściami Joanny Bator: „Piaskową górą” oraz „Chmurdalią”.

Dodaj komentarz